Reklama

Koszty wprowadzenia euro

Publikacja: 23.11.2002 09:03

Polska wychodzi na ostatnią prostą w negocjacjach o przystąpieniu do UE. Można wyczuć rosnącą niemal z dnia na dzień nerwowość obu stron negocjacyjnego stołu, gdy piętrzą się coraz to nowe problemy. Ponieważ "czy" i "kiedy" są już przesądzone, idzie obecnie o to, jak końcowe warunki można będzie "sprzedać" wyborcom. Jak to w życiu bywa, ostatecznie przeważą argumenty polityczne nad ekonomicznymi. Ale tego można się spodziewać, ponieważ idei Wspólnoty Europejskiej przyświecała polityka od samego jej zarania.

Odnoszę wrażenie, że wiatry polityczne również wieją w żagle projektu, który określa się mianem przystąpienia do Europejskiej Unii Monetarnej (EUM). Trzeba od razu zauważyć, że jesteśmy w dobrym towarzystwie. To, że polityka wzięła prymat nad ekonomią w nadzorowaniu efektywności funkcjonowania obecnej EUM, nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Casus euro jako optymalnej strefy walutowej był od początku co najmniej wątpliwy. Teraz widać również, że ekonomiczne kryteria wyznaczające efektywność funkcjonowania wspólnej polityki pieniężnej (Pakt o Stabilności i Rozwoju) są naruszane. Kraje przekraczające wymagany poziom deficytu budżetowego w stosunku do PKB nie są (przynajmniej na razie) finansowo karane.

Nad tym warto się zatrzymać. Polski establishment wydaje się mówić jednym głosem, kiedy opowiada się za możliwie wczesnym przyjęciem wspólnej waluty. Ja chciałbym usłyszeć szerszą debatę na ten temat. Nie mam tu na myśli dyskursu czysto publicznego, bo chodzi o kwestie natury technicznej i ekonomicznej. Przystąpienie do UE tym się różni od przyjęcia euro, że w pierwszym przypadku Unia podejmuje główną decyzję, podczas gdy w drugim ciężar ów spoczywa na Polsce. Tym ważniejsza jest więc analiza kosztów i korzyści, bo chodzi o nasz własny pieniądz.

To jedna strona medalu. Druga to konieczność (mało dostrzegana, jak mi się wydaje) dialogu polityków z ekonomistami. Abstrahując od dosyć dobrze wymiernych korzyści wspólnej waluty, trzeba otwarcie zastanowić się nad kosztami. Jeden jawi się wręcz jako krytyczny.

Wyrzekając się kontroli nad podażą pieniądza i jego ceną wyjściową - to jest jeden z kosztów konwersji złotych na euro - prawie cała odpowiedzialność za politykę antycykliczną spadnie na rząd i jego władzę fiskalną. Automatycznie wszystkie krzyki polityków o niższe stopy procentowe, słabszego złotego, usunięcie prezesa itp. "domyślnie" ustaną. "Brzydkie kaczątko" zniknie z firmamentu polskiej sceny gospodarczej, nie będzie chłopca do bicia. Bliżej kieszeni, minister finansów nie będzie mógł liczyć na miliardowe zyski NBP z tytułu senioratu po stronie dochodów budżetowych bo... nie będzie NBP. Ale to tylko jedno zmartwienie.

Reklama
Reklama

Największy problem widzę w takim oto prawdopodobnym scenariuszu. Jedną z cichych nadziei wiązanych w Polsce z wczesnym wejściem do EUM miało być "wymuszenie" na władzy fiskalnej ograniczenia wydatków i dostosowania deficytu budżetowego do wymagań traktatu z Maastricht i Paktu o Stabilności i Rozwoju. Jeśli rząd jest za słaby, aby odeprzeć naciski grup interesów, to bank centralny we Frankfurcie będzie ostateczną wyrocznią. Czy jednak?

Oto Francja, Niemcy czy Portugalia bez jakiegokolwiek zakłopotania obchodzą prawo. Wydatki publiczne nie są obniżane, bo rządy uważają groźbę recesji, wzrost bezrobocia i niepokoje społeczne (Francja!) za większe zło niż ewentualne reprymendy lub kary z Frankfurtu. A co dopiero powiedzieć o polskich politykach!? Wielu z nich jest na pan brat z łamaniem prawa od dawna. Jakie gwarancje ma polski podatnik, który pokłada wiarę w Warszawie i Frankfurcie, że jego ciężko zarobione euro będzie trzymało wartość? Że jego nadzieje na wyższe płace, spokój społeczny, zatrudnienie zostaną dotrzymane? Bez efektywnej polityki fiskalnej i monetarnej nie będzie praktycznie (obok słabo u nas działających tzw. wbudowanych stabilizatorów automatycznych) żadnego lewaru na sterowanie cyklem koniunkturalnym. Mamy euro, ale jesteśmy nadzy i ubezwłasnowolnieni.Czas, aby ekonomiści nagłośnili tego typu ryzyka, a politycy dali znać, czy je rozumieją. Nasz przyszły dobrobyt może od tego zależeć.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama