Posłowie nie zmienili zbytnio projektu rządowego. Najważniejsze poprawki, dzięki którym zlikwidowano ubytek we wpływach, zaproponowało Ministerstwo Finansów. Od momentu opublikowania rządowego projektu większość ekspertów alarmowała, że wyjątkowo źle wygląda konstrukcja przyszłorocznych dochodów. Duże wpływy z abolicji podatkowej (600 mln zł) i opłat restrukturyzacyjnych (1,3 mld zł) oraz wyższa ściągalność podatków (ponad 1,8 mld zł) - to były, ich zdaniem, główne wady rządowego planu. Dziś już wiadomo, że przynajmniej w części analitycy mieli rację. Posłowie zmienili strukturę dochodów po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie abolicji i gorszych niż się spodziewano wynikach oddłużania firm. Zrobili to według pomysłu resortu finansów, który powetował mniejsze dochody zwiększeniem wypłaty z zysku NBP.
Izba niższa parlamentu nie zmieniła żadnego z założeń makroekonomicznych. Nadal obowiązująca prognoza wzrostu PKB w 2003 r. to 3,5%. Wicepremier Grzegorz Kołodko w trakcie drugiego czytania w Sejmie mówił, że niewielu ekonomistów dziś ją kwestionuje. Jednak są tacy, według których przeszacowanie wzrostu gospodarczego może spowodować ubytek w dochodach rzędu kilkuset milionów złotych. Jako "wirtualne" niektórzy posłowie opozycji określają także dochody z opłat za koncesje dla lokalnych operatorów telekomunikacyjnych. Według Zyty Gilowskiej z Platformy Obywatleskiej, w przyszłorocznym budżecie planuje się 327 mln zł wpływów z tego tytułu. Tymczasem według nowych przepisów zobowiązania te miałyby zostać zamienione na akcje dla Skarbu Państwa.
Najwięcej szumu w trakcie budżetowych prac wywołał pomysł mniejszej niż to początkowo zakładano obniżki podatku od firm. Jego stawka ma wynieść 27%, zamiast 24%. Rząd udowadniał, że utrzymanie wcześniejszych założeń oznaczałoby o 2 mld zł mniej z CIT w państwowej kasie. Nowelizacja ustawy o CIT bardzo szybko przeszła przez parlament, choć niemal wszystkie środowiska przedsiębiorców ostro ją skrytykowały. Właściciele firm uznali, że rząd zamierza zrekompensować sobie ich kosztem podwyżki rent i emerytur oraz płac w sferze budżetowej, wyciągając z ich kieszeni ok. 1,5 mld zł. Rada Ministrów nie zmieniła wcześniej ustalonych w Komisji Trójstronnej wskaźników, choć obliczono je na podstawie prognozy wyższej inflacji. Budżet wyda przez to prawie 1,3 mld zł.
Na tym jednak nie poprzestano. Decyzją Sejmu pracodawcy zapłacą niemal dwukrotnie większą składkę na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Według Jeremiego Mordasewicza z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, to oznacza wzrost kosztów pracy. Jak powiedział w rozmowie z PAP, poselska decyzja to sygnał dla przedsiębiorców do ograniczania zatrudnienia. Według jego wyliczeń, koszty pracy wzrosną o ok. 1 mld zł - również dzięki większej składce zdrowotnej. Podwyżka ma być sfinansowana pieniędzmi podatników, bo już wcześniej ustalono, że od podatku będzie można odliczyć tylko 7,75--proc. składkę. Tym razem jednak nie był to pomysł rządowy, a opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości. Podatnicy zapłacą więcej także dzięki zamrożeniu progów podatkowych. Nie zmieniają się one już drugi rok z rzędu.
Richard Mbewe, główny ekonomista