Reklama

Dochody to słaby punkt

Zwiększenie składki na ubezpieczenie zdrowotne z 7,75% do 8% to ostatni akord sejmowych prac nad ustawą budżetową. Zdaniem ekonomistów, przyszły rok to kolejny wzrost fiskalizmu państwa. I nie będzie to tylko skutek większej składki zdrowotnej, ale również decyzji w sprawie podatków CIT i PIT.

Publikacja: 26.11.2002 08:26

Posłowie nie zmienili zbytnio projektu rządowego. Najważniejsze poprawki, dzięki którym zlikwidowano ubytek we wpływach, zaproponowało Ministerstwo Finansów. Od momentu opublikowania rządowego projektu większość ekspertów alarmowała, że wyjątkowo źle wygląda konstrukcja przyszłorocznych dochodów. Duże wpływy z abolicji podatkowej (600 mln zł) i opłat restrukturyzacyjnych (1,3 mld zł) oraz wyższa ściągalność podatków (ponad 1,8 mld zł) - to były, ich zdaniem, główne wady rządowego planu. Dziś już wiadomo, że przynajmniej w części analitycy mieli rację. Posłowie zmienili strukturę dochodów po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie abolicji i gorszych niż się spodziewano wynikach oddłużania firm. Zrobili to według pomysłu resortu finansów, który powetował mniejsze dochody zwiększeniem wypłaty z zysku NBP.

Izba niższa parlamentu nie zmieniła żadnego z założeń makroekonomicznych. Nadal obowiązująca prognoza wzrostu PKB w 2003 r. to 3,5%. Wicepremier Grzegorz Kołodko w trakcie drugiego czytania w Sejmie mówił, że niewielu ekonomistów dziś ją kwestionuje. Jednak są tacy, według których przeszacowanie wzrostu gospodarczego może spowodować ubytek w dochodach rzędu kilkuset milionów złotych. Jako "wirtualne" niektórzy posłowie opozycji określają także dochody z opłat za koncesje dla lokalnych operatorów telekomunikacyjnych. Według Zyty Gilowskiej z Platformy Obywatleskiej, w przyszłorocznym budżecie planuje się 327 mln zł wpływów z tego tytułu. Tymczasem według nowych przepisów zobowiązania te miałyby zostać zamienione na akcje dla Skarbu Państwa.

Najwięcej szumu w trakcie budżetowych prac wywołał pomysł mniejszej niż to początkowo zakładano obniżki podatku od firm. Jego stawka ma wynieść 27%, zamiast 24%. Rząd udowadniał, że utrzymanie wcześniejszych założeń oznaczałoby o 2 mld zł mniej z CIT w państwowej kasie. Nowelizacja ustawy o CIT bardzo szybko przeszła przez parlament, choć niemal wszystkie środowiska przedsiębiorców ostro ją skrytykowały. Właściciele firm uznali, że rząd zamierza zrekompensować sobie ich kosztem podwyżki rent i emerytur oraz płac w sferze budżetowej, wyciągając z ich kieszeni ok. 1,5 mld zł. Rada Ministrów nie zmieniła wcześniej ustalonych w Komisji Trójstronnej wskaźników, choć obliczono je na podstawie prognozy wyższej inflacji. Budżet wyda przez to prawie 1,3 mld zł.

Na tym jednak nie poprzestano. Decyzją Sejmu pracodawcy zapłacą niemal dwukrotnie większą składkę na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Według Jeremiego Mordasewicza z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, to oznacza wzrost kosztów pracy. Jak powiedział w rozmowie z PAP, poselska decyzja to sygnał dla przedsiębiorców do ograniczania zatrudnienia. Według jego wyliczeń, koszty pracy wzrosną o ok. 1 mld zł - również dzięki większej składce zdrowotnej. Podwyżka ma być sfinansowana pieniędzmi podatników, bo już wcześniej ustalono, że od podatku będzie można odliczyć tylko 7,75--proc. składkę. Tym razem jednak nie był to pomysł rządowy, a opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości. Podatnicy zapłacą więcej także dzięki zamrożeniu progów podatkowych. Nie zmieniają się one już drugi rok z rzędu.

Richard Mbewe, główny ekonomista

Reklama
Reklama

Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej

Budżet na 2003 r. jest do zrealizowania - co nie znaczy, że jest to dobry budżet. Prognoza wzrostu PKB, ustalona na poziomie 3,5%, jest zbyt optymistyczna. Według mnie, będzie to maksymalnie 2,5% dlatego, że przyszłoroczny wzrost gospodarczy będzie napędzany głównie przez popyt krajowy. Eksport będzie miał mniejsze znaczenie ze względu na nie najlepszą sytuację w Niemczech i USA. Przez mniejszy wzrost gospodarczy prognoza dochodów może okazać się trudna do zrealizowania. Być może będzie konieczna nowelizacja ustawy budżetowej.Iwona Pugacewicz-Kowalska,

główny ekonomista CA IB Securities

Nie widzę zagrożeń w realizacji tego budżetu. Wzrost gospodarczy w nim założony jest wyższy niż nasze prognozy, ale nigdy nie jest tak, że wszystkie założenia w stu procentach się sprawdzają. Ważne jest, aby nie przekroczyć założonego poziomu deficytu. Budżet ma jednak bardzo wiele elementów słabych. Przede wszystkim brak w nim reformy finansów publicznych. Uciekamy od niej już drugi rok, co spowoduje, że w przyszłości poniesiemy wyższe koszty tego procesu, który jest przecież nieunikniony. Poza tym wyśrubowano niektóre dochody. A pamiętajmy przecież, że już niedługo będziemy musieli wygospodarować pokaźną sumę na składkę do budżetu Unii Europejskiej.

Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK

Podwyższenie składki na ubezpieczenie zdrowotne mi się nie podoba. Niedobrze, że zwiększa się podatki, a za tym nie idzie np. zmniejszenie deficytu budżetowego. To nie są zmiany na lepsze. Tym bardziej że ich uchwalenie może nawet spowodować wzrost deficytu, jeśli okaże się, że Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje ten tryb podwyższenia składki. To dobrze, że wpływy z abolicji i część dochodów z opłat restrukturyzacyjnych zastąpiła większa wpłata z zysku NBP. W tę prognozę łatwiej uwierzyć. Jednak słabym punktem budżetu nadal jest zakładana wysoka ściągalność podatków.

Reklama
Reklama

Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK

Posłowie nie zmienili zasadniczo projektu rządowego. Zwiększenie składki na ubezpieczenie zdrowotne nie jest wielką zmianą, ale niepokoi sposób myślenia parlamentarzystów. Chociaż składka wzrosła tylko o 0,25 punktu proc., to teraz nikt nie może zagwarantować, że na tym się skończy. W porównaniu z projektem rządowym w budżecie przyjętym przez Sejm bardziej realne są dochody. Jednak nadal są dwa słabe punkty tej prognozy. Pierwszy to założona ściągalność podatków. Tu może pojawić się dziura na ok. 1 mld zł. Drugi - to wzrost PKB. Jeśli nie wyniesie on 3,5%, jak chce tego rząd, a 3% - jak my się tego spodziewamy - wówczas w budżecie może zabraknąć kolejnych 500-600 mln zł. Jednak nawet ubytek 2 mld zł w dochodach to nie jest nic groźnego - wydatki będą przesuwane na następny rok, nowelizacja nie będzie potrzebna. Ten budżet to nic ambitnego. Problemy zaczną się w 2004 r. Obciążenie składką unijną może wynieść 15 mld zł rocznie - przy założeniu, że Polska wejdzie do Unii Europejskiej od początku roku.

Krzysztof Rybiński, główny ekonomista BPH PBK

Najprawdopodobniej nie będzie żadnych prób zasadniczego poprawiania budżetu w Senacie. Większość w nim ma koalicja i nie sądzę, aby była polityczna wola takich zmian. Największe ryzyko, jakie niesie ze sobą budżet w tym kształcie, to wirtualne dochody. Wiadomo już, że części z nich nie będzie. Kolejna dziura może pojawić się, gdy okaże się, że ściągalność podatków będzie mniejsza od założonej. Założenia będą bardzo trudne do zrealizowania także ze względu na mniejsze od zapisanych w ustawie budżetowej tegorocznych wpływów. Baza do wzrostu dochodów w 2003 r. będzie więc niższa. Niedotrzymanie prognozy to konieczność cięć wydatków w ciągu roku budżetowego. Tylko takie cięcie tak naprawdę oznacza przesunięcie ich na następny rok. Poza tym mamy coraz większy udział wydatków sztywnych. Ustalanie wysokiej prognozy dochodów po to, by dzięki jej niezrealizowaniu obniżać wydatki, jest bezcelowe. Potrzebna jest głęboka reforma finansów publicznych. Przyszłoroczny budżet takiej reformy nie zapowiada.

Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku HandlowegoTen budżet jest na pewno budżetem stabilizacji. Przemawia za tym ograniczenie deficytu, wprowadzenie kilku pozytywnych zmian po stronie wydatkowej. Nie można jednak nazwać go budżetem rozwoju, jak chce tego wicepremier Kołodko. Przykładem niech będzie większa niż wcześniej zakładano stawka podatku CIT. Gdyby zmniejszono ją do 24%, przedsiębiorstwa miałyby więcej środków na inwestycje. Również zamrożenie progów podatkowych dla osób indywidualnych powoduje, że realnie zapłacą one wyższy podatek. To nie będzie zachęcało do oszczędzania. Zwłaszcza że obowiązuje podatek od zysków kapitałowych, który zniechęca do odkładania pieniędzy, a skłania do wydawania na cele konsumpcyjne. Jaskrawym wręcz dowodem na to, że budżetu tego nie można nazwać rozwojowym, jest obcięcie w ostatni weekend dotacji na budowę metra warszawskiego oraz zwiększenie składki na ubezpieczenie zdrowotne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama