Łukbut jest bankrutem. W marcu br. - po wielomiesięcznej walce spółki o zawarcie układu z wierzycielami - sąd ogłosił jej upadłość. W związku z tym została ona wycofana z obrotu giełdowego. Na parkiecie Łukbut budził zainteresowanie raczej niewielkiej liczby inwestorów - z wyjątkiem pierwszych miesięcy 2000 r. Wówczas (połowa marca 2000 r.) z przedsiębiorstwa wycofał się wiodący akcjonariusz - Jupiter NFI, a pojawiła się w nim grupa osób fizycznych, w tym Jarosław Wnuk, Zygmunt Karczewski i Mariola Yada, która przejęła kontrolę nad firmą. O zmianach w akcjonariacie niektórzy najprawdopodobniej wiedzieli wcześniej - świadczą o tym notowania Łukbutu w dniu, w którym w ramach pakietówek doszło do zmiany głównych udziałowców.
W tym czasie notowania spółki gwałtownie się zmieniały - często o maksymalny dozwolony przedział. Śledztwo w tej sprawie, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej, prowadzi wydział do walki z przestępczością gospodarczą stołecznej policji. Sprawa dotyczy "spowodowania sztucznego podwyższenia ceny akcji (...) w okresie od 1 stycznia do 31 marca 2000 r.". Chodzi więc o przestępstwo określone w art. 177 ust. 1 Prawa o publicznym obrocie. Zgodnie z przepisem, "kto sam lub w porozumieniu powoduje sztuczne podwyższenie lub obniżenie ceny papierów wartościowych, podlega grzywnie do 5 mln zł i karze pozbawienia wolności do lat 3".
- Współpracujemy z prokuraturą w tej sprawie, jeżeli chodzi o kwestie dowodowe - powiedział Michał Stępniewski, rzecznik KPWiG.
Z naszej analizy wynika jednak, że gwałtowne zmiany kursu, nie mające uzasadnienia w informacjach przekazywanych przez firmę, miały miejsce także później, np. w sierpniu 2000 r.
Na przełomie 1999 i 2000 r. firmy podobne do łukowskiego przedsiębiorstwa (mała kapitalizacja, fatalne wyniki finansowe, działalność w mało perspektywicznej branży) stawały się najczęściej wydmuszkami - przejmowano je po to, by tylnymi drzwiami wejść na giełdę i wprowadzić do przedsiębiorstwa nową działalność. Najlepiej internetową - bo trwała jeszcze "internetowa gorączka". Wiele wskazywało, że tak będzie również w przypadku Łukbutu. O tym, że firma jest przygotowana do działalności w nowej branży, zapewniał jej ówczesny zarząd, wskazując na reorganizację i przeniesienie podstawowej działalności, (produkcja butów) do firm zależnych. Przypuszczenia, że Łukbut może zmienić profil działalności, częściowo się potwierdziły, kiedy firma poinformowała, że myśli o e-biznesie. Planowała zbudować silną sieć sprzedaży, wykorzystującą internet oraz internetowy serwis (wortal) branży skórzanej. Plany się nie powiodły. Firmy zależne - produkcyjne - upadły. Spółka-matka również nie zdołała się wygrzebać z tarapatów. Wyniki za ubiegły rok były, podobnie jak w poprzednich latach, fatalne - przychody wyniosły ponad 6 mln zł i były kilkakrotnie niższe niż rok wcześniej. Wzrosła za to strata netto - do ponad 5 mln zł. n