Największa europejska firma farmaceutyczna GlaxoSmithKline planowała podwyżkę dla Garniera już od jakiegoś czasu. Roczna pensja szefa Glaxo miała wzrosnąć z 6 mln funtów (9,3 mln USD) do 11-19 mln funtów. Decyzję uzasadniano koniecznością zmniejszenia dysproporcji pomiędzy zarobkami Garniera a szefami innych firm, zwłaszcza amerykańskich.

We wtorek, po nadzwyczajnym posiedzeniu władz spółki, wydano oświadczenie mówiące, że prezes zarządu - sir Christopher Hogg, który sondował nastroje w firmie i wśród udziałowców, spotkał się z głęboką dezaprobatą wobec planów podwyżki płacy dla dyrektora generalnego. - Wziąwszy pod uwagę opinie akcjonariuszy, decyzję w tej kwestii firma zdecydowała odłożyć na czas nieokreślony - brzmiało lakoniczne stwierdzenie zarządu. Rzecznik Glaxo, pytany o pensję dyrektora generalnego, powiedział jedynie, że będzie ona na podobnym poziomie co w ub.r. Obiekcje udziałowców są zrozumiałe. Ostatni rok nie był dla koncernu zbyt dobry. W ciągu 12 miesięcy jego akcje straciły na wartości 30%, zyski zaś zmniejszyły się o 25%.

Decyzja GSK jest kolejnym przykładem, że presja akcjonariuszy na zarządy firm w sprawach wynagrodzeń dla dyrektorów i prezesów, przynosi efekty. Tego samego dnia, gdy Glaxo zdecydował się nie przyznać swojemu szefowi podwyżki, koncern telekomunikacyjny Cable&Wireless zwolnił prezesa w związku z wymuszonymi przez udziałowców zmianami w systemie zarządzania firmą. W maju br., po stanowczych protestach inwestorów, zarząd Prudential porzucił plany wypłaty nadzwyczajnych premii dla swoich dyrektorów.