Japońska komisja nadzorująca rynek kapitałowy twierdzi, że jeden z maklerów zatrudnionych w BNP Paribas zdecydował 17 maja br. o sprzedaży 900 tys. akcji jednej ze spółek (nie wymienia jej nazwy) sześć sekund przed końcem sesji. - Dzięki tej operacji kurs nie wzrósł do niepożądanego przez biuro poziomu 719 jenów - tłumaczy Susumu Atsuki z komisji papierów wartościowych. Poniżej poziomu 719 jenów obligacje zamienne wymienionej spółki, wycenione na 1,4 mld jenów (11,4 mln USD), mogły być odkupione przy wykorzystaniu akcji firmy posiadanej przez biuro. Powyżej tej ceny BNP Paribas musiałby wyłożyć gotówkę. - Można więc powiedzieć, że biuro maklerskie postarało się, aby zlikwidować ryzyko pozostania z akcjami - podkreśla S. Atsuki, dodając, że komisja poinformowała już instytucję nadzorującą sektor finansowy, aby podjęła odpowiednie kroki prawne wobec francuskiego banku.
Japońskie władze postanowiły w ostatnim czasie wyraźnie zaostrzyć nadzór nad rynkiem kapitałowym. Ma to zwiększyć zaufanie do przeżywającej kryzys gospodarki indywidualnych inwestorów, którzy - według ostatnich szacunków - mają ulokowane w aktywach finansowych 1,4 trylionów jenów (10 bln USD).
- Przyjęliśmy bardzo poważnie zarzuty japońskich władz. Badamy sprawę i jednocześnie zdecydowanie zwiększamy kontrolę wewnętrzną - zapewnił Hitoshi Matsuzaki, rzecznik BNP Paribas Securities Japan. Warto zauważyć, że francuski bank nie po raz pierwszy jest objęty śledztwem komisji (zaczęła ona badać tę sprawę w sierpniu br.). W październiku 2001 r. biuro BNP Paribas otrzymało już reprymendę za nieprawidłowe prowadzenie niektórych rachunków w latach 1997-2001. Wówczas skończyło się na ostrzeżeniu, teraz zaś Francuzom grozi kara finansowa.