- Obecnie poszukujemy możliwości zawarcia z zagranicznymi giełdami umów, które byłyby dla nas korzystne - powiedział prezes LSE Don Cruickshank w wywiadzie dla telewizji Bloomberg. W zeszłym tygodniu LSE oficjalnie zaprzeczyła jednak, jakoby miała zamiar przejąć giełdę w Sztokholmie, której operator podjął w zeszłym roku próbę wrogiego przejęcia londyńskiego parkietu. Don Cruickshank nie wskazał żadnego ewentualnego celu przejęcia.
Po tym, jak w 2000 r. LSE poniosła fiasko w negocjacjach o połączeniu z Nasdaq i Deutsche Boerse, na rynku krążyła opinia, że może ona pozostać poza falą dokonujących się na międzynarodowym rynku fuzji i przejęć i ulec marginalizacji. Sytuację pogorszyła jeszcze zeszłoroczna porażka w walce z Euronextem o LIFFE (London International Financial Futures and Options Exchange), jeden z największych na świecie rynków derywatów.
Kierownictwo LSE jest jednak spokojne o przyszłość spółki. Jak podkreślił prezes Cruickshank, ostatnio podpisane umowy to dobry prognostyk. W czerwcu 2001 r. londyńska giełda przejęła parkiet w Johannesburgu. W maju tego roku zawarła natomiast porozumienie o współpracy z Hong Kong Exchanges & Clearing, instytucją organizującą rynek papierów wartościowych w Hongkongu.
- Wbrew pozorom ciężko jest dokonać fuzji między giełdami - stwierdził D. Cruickshank. - Świat instytucji prowadzących giełdę jest bardzo mały - dodał. Podkreślił jednak, że rozmowy z różnymi podmiotami są obecnie prowadzone.
LSE osiągnęła w pierwszym półroczu tego roku zysk netto na poziomie o 43% lepszym niż rok wcześniej. Było to głównie wynikiem podniesienia opłat i zwiększonego handlu akcjami w londyńskim City.