Ceny ropy naftowej znowu wczoraj wzrosły po jednodniowym spadku w środę. Główną przyczyną był przedłużający się strajk w Wenezueli, która jest piątym na świecie eksporterem ropy. Wstrzymano niektóre dostawy. Na przykład tankowiec przewożący 11,6 mln galonów benzyny został zatrzymany przez załogę na jeziorze Maracaibo w geście solidarności ze strajkującymi robotnikami. Sytuacja w Wenezueli tym bardziej rzutuje na ceny ropy, że stamtąd pochodzi 9% importu Stanów Zjednoczonych, a zakłócenia dostaw zbiegły się z atakiem zimy na Wschodnim Wybrzeżu, co zwiększa popyt przede wszystkim na olej opałowy, ale i na benzynę. Sytuacja wokół Iraku też jest przecież niepewna i wciąż nie można wykluczyć wojny w tym rejonie, co na pewno zakłóci dostawy ropy na światowy rynek. Dlatego jego uczestnicy każdą obniżkę cen tego surowca skwapliwie wykorzystują do większych zakupów, a wtedy ropa drożeje. Tak właśnie było wczoraj. W rezultacie po południu na londyńskiej giełdzie za baryłkę gatunku Brent płacono 25,44 USD, czyli o 1% więcej niż na środowym zamknięciu.

Miedź staniała wczoraj o 1 dolara i jej tona kosztowała po południu w Londynie 1657 USD. Analitycy nie spodziewają się w najbliższym czasie zwyżki ceny, gdyż przedwczesne i przesadne okazały się nadzieje na rychły wzrost fizycznego popytu na ten surowiec, wywołany wyraźnym ożywieniem gospodarczym. Bardziej prawdopodobna w tej sytuacji jest zatem korekta spadkowa. Z technicznego punktu widzenia najbliższe wsparcie jest na poziomie 1640 USD, a opór na 1680 USD.

Cena złota wzrosła wczoraj o 35 centów. Na popołudniowym fixingu w Londynie uncja kosztowała 322,45 USD. W Japonii spadł popyt na złoto w wyniku obniżenia kursu jena wobec dolara do poziomu najniższego od roku. Zwyżkowo na cenę złota oddziałuje wciąż napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie.