Ponad 5 tys. pracowników tego największego koncernu na Półwyspie Apenińskim zaprotestowało wczoraj przeciw zwolnieniom. Przerwano pracę m.in. w fabryce Mirafiori pod Turynem, protestowano w centrum Mediolanu i zablokowano bramy wjazdowe do zakładów pod Rzymem. - Wszystkie związki w firmie postanowiły połączyć siły i wspólnie zaprotestować przeciwko planowanym redukcjom - powiedział Guglielmo Epifani, sekretarz generalny centrali związkowej CGIL.

Kontrolowany przez rodzinę Agnellich Fiat przeżywa największy kryzys od dekady. Największe problemy przeżywa kluczowy dział, zajmujący się produkcją samochodów, który - według prognoz - w tym roku zanotuje stratę w wysokości 1,2 mld euro. Udział Fiata we włoskim rynku motoryzacyjnym spadł w listopadzie do rekordowo niskiego poziomu 28,2%.

Aby poprawić sytuację finansową spółka zamierza od poniedziałku rozpocząć zwolnienia łącznie 5,6 tys. pracowników, a kolejne 2,5 tys. osób musi się liczyć z utratą etatów w przyszłym roku. Redukcja zatrudnienia wraz z ograniczeniem produkcji ma - zdaniem zarządu firmy - przynieść oszczędności w wysokości 1 mld euro i zahamować powiększanie się strat.

Plany Fiata, które zostały odrzucone przez związki zawodowe, zaaprobował włoski rząd. Premier Berlusconi, który wygrał wybory m.in. dzięki obietnicom stworzenia nowych miejsc pracy, zgodził się ostatecznie na plany koncernu, choć pod pewnymi warunkami. Jednym z nich jest obietnica ponownego otwarcia zakładów Fiata na Sycylii w drugiej połowie przyszłego roku i ponowne zatrudnienie tam 1800 osób. Przypomnijmy, że Sycylijczycy najmocniej protestowali przeciwko zapowiedziom uruchomienia produkcji nowego małego modelu Fiata w Polsce. W tych okolicznościach pojawiły się spekulacje, że koncern może wycofać się z zakładów w Tychach. Przebywający w mijającym tygodniu we Włoszech premier Leszek Miller otrzymał jednak zapewnienie od tamtejszych władz, że tak się nie stanie.