Ostatnie sesje przyniosły pogorszenie nastrojów na światowych rynkach. Indeks S&P 500 po kilkusesyjnej konsolidacji z końca listopada, na sesji z 2 grudnia zbliżył się do kluczowego, średnioterminowego oporu (962 pkt.). Jednak pod koniec tych samych notowań spadł do poziomu 934 pkt. W efekcie tego na wykresie pojawiła się świeca z długim górnym cieniem, potwierdzająca znaczenie zlokalizowanej powyżej strefy podażowej. O możliwości kontynuowania zapoczątkowanej w październiku fali wzrostowej zadecyduje pokonanie właśnie tej bariery. Jeżeli byki zdołają do tego doprowadzić, zacznie się realizować wzrost wynikający z kilkumiesięcznej formacji podwójnego dna. Indeks powinien wtedy dotrzeć przynajmniej do 1150 pkt. Szanse na realizację takiego scenariusza maleją jednak z dnia na dzień. Bardzo poważne sygnały ostrzegawcze przed spadkami wysyła tygodniowy MACD-histogram. Wskaźnik ten w ostatnim tygodniu listopada odnotował jedną z najwyższych wartości w historii. Podobne poziomy osiągnął w maju 2001 i grudniu 2001 roku, które pokryły się ze szczytami korekt trendu spadkowego, trwającego od końca 2000 roku. Jeżeli połączymy to ze zbliżeniem się indeksu do, wspomnianego wcześniej, poważnego oporu wyznaczanego przez linię szyi długoterminowej formacji głowy z ramionami, to w średnim terminie znacznie większe prawdopodobieństwo należałoby dać spadkom. Także krótkoterminowe wskazania nie są zbyt optymistyczne. Tutaj coraz więcej oscylatorów przedostaje się właśnie poniżej poziomów równowagi, a w czwartek sygnał sprzedaży wygenerował dzienny MACD-histogram.

Zagrożenie powrotem spadków na świecie zdają się potwierdzać giełdy europejskie, gdzie inwestorzy bardzo ostrożnie podchodzą do kupna akcji. Świadczy o tym fakt, że po raz kolejny nie powiodła się próba wybicia z dwumiesięcznego trendu bocznego. DAX wciąż porusza się pomiędzy 3000 a 3350 pkt. i na najbliższych sesjach, ze względu na pojawiające się sygnały sprzedaży na wskaźnikach technicznych, należy oczekiwać testu wsparcia.