Do chwili zamknięcia tego numeru nie były znane wyniki rozmów. Związkowcy mieli w ręku mocny atut: wyniki referendum. Miażdżąca większość głosujących chce strajku. Nie podobają im się założenia programu, zgodnie z którymi z pracy ma odejść 35 tys. górników. Rada Ministrów ustaliła, że ponad połowa z nich przejdzie na wcześniejsze emerytury, reszta ma zostać zwolniona. Ok. 2 mld zł Banku Światowego rząd chce przeznaczyć na wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, które tworzyłyby miejsca pracy dla zwalnianych oraz szkolenia dla górników.
Poniedziałkowe negocjacje miały rozstrzygnąć, czy w kopalniach rozpocznie się strajk generalny. Przestrzegali przed nim minister pracy Jerzy Hausner i szef resortu gospodarki Jacek Piechota. Według J. Hausnera, taki protest mógłby doprowadzić do upadku całego sektora. - Zwycięski strajk będzie oznaczał natychmiastowy upadek górnictwa w ogóle, chyba że wyasygnujemy z budżetu kilkanaście miliardów złotych, zabierając je z innych pozycji. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek w Polsce zgodził się na taką sytuację - powiedział minister Hausner.
- Natężanie protestu, referendum, to wszystko są argumenty świadczące o nastrojach społecznych i rząd ma świadomość, jakie są to nastroje. Ale to niczego nie zmienia, jeśli chodzi o możliwości działania rządu w sprawie ratowania miejsc pracy w górnictwie - stwierdził natomiast minister Piechota.
Już wcześniej było wiadomo, że autorzy programu są gotowi pójść na ustępstwa. Miałyby one dotyczyć m.in. terminów zamykania kopalń. Do likwidacji przeznaczono 7 najbardziej nierentownych zakładów. Ponadto Kompania Węglowa mogłaby skupić więcej niż 19 kopalń, jak to wcześniej planowano. I, co najważniejsze, zwalniani z likwidowanych kopalń mieliby dostać pracę w innych zakładach. Związki chciały, aby proces ten objął także osoby, które stracą pracę w wyniku tzw. wygaszania zakładów.
Według Krzysztofa Dzierżawskiego z Centrum im. Adama Smitha, i rząd, i strona związkowa są manipulowane przez menedżment spółek węglowych. - Restrukturyzacja kopalń to dla niego znakomity sposób na życie - powiedział PARKIETOWI K. Dzierżawski. Dodał, że sprawa górnictwa to w coraz mniejszym stopniu problem ekonomiczny, a w coraz większym - społeczny i polityczny. - Nakłady poczynione w ciągu ostatniej dekady na górnictwo to błaha sprawa w porównaniu z wielkością PKB i potencjałem gospodarczym kraju - uważa Krzysztof Dzierżawski.