Senat zajmował się wczoraj projektem przyszłorocznego budżetu. Wicepremier Kołodko tradycyjnie tłumaczył parlamentarzystom, skąd jego przeświadczenie, że będzie to budżet stabilizacji i rozwoju. Jednym z przykładów tej stabilizacji jest właśnie coraz niższa inflacja. Według G. Kołodki, za wcześnie jednak na ogłoszenie ostatecznego tryumfu w walce z nią. Jego zdaniem, ciągle występują napięcia, które mogą pobudzić wzrost cen w przyszłości. Panaceum na wyeliminowanie tego zagrożenia powinna być, zdaniem wicepremiera, lepsza koordynacja polityki fiskalnej i monetarnej. - W drugim półroczu tego roku osiągnęliśmy w tej sprawie duży postęp - powiedział wicepremier.
Bezpośrednią przyczyną korekty prognoz inflacyjnych były informacje na temat cen żywności w listopadzie. Według danych GUS, w ciągu miesiąca spadły one o 0,3%. Jak powiedział wicepremier Kołodko, inflacja liczona rok do roku wyniosła w poprzednim miesiącu 0,8-0,9%. - W grudniu wskaźnik ten będzie niewiele większy od 1% - uważa minister finansów.
Niska inflacja w tym roku spowoduje, że przyszłoroczny średni wzrost cen może być nieco mniejszy od zapisanego w projekcie budżetu. Rząd założył, że wyniesie on 2,3%. Jednak, zdaniem Grzegorza Kołodki, różnica nie będzie znaczna - W jakimś stopniu pewnie się pomylimy, ale nie tak bardzo, jak przed rokiem, gdy uchwalono budżet - mówił senatorom. Podtrzymał jednocześnie prognozę wzrostu gospodarczego, zgodnie z którą PKB ma zwiększyć się o 3,5% w przyszłym roku. - W czwartym kwartale mamy szansę na 4,5-proc. wzrost - powiedział G. Kołodko i dodał, że w pierwszym roku członkostwa Polski w Unii Europejskiej PKB powinien zwiększyć się o 5%. Skąd taka prognoza? Według G. Kołodki, umiejętne wykorzystanie środków z Unii Europejskiej to dodatkowy punkt proc. wzrostu gospodarczego. - To dla budżetu o 1 mld zł więcej dochodów - ocenia. I dlatego, jego zdaniem, koszty wejścia do Unii należy traktować jak inwestycję.
- Budżet po wstąpieniu nie załamie się, o ile nie będzie się poszerzała grupa wydatków - stwierdził wicepremier. Jako jeden z głównych elementów usztywnienia budżetu wymienił system indeksacji emerytur i rent. - Gdyby nie dopłaty do emerytur, nie byłoby już deficytu - powiedział. Na początku przyszłego roku resort finansów ma przedstawić plan reformy finansów publicznych. - Gdyby to tylko ode mnie zależało, to pewne wydatki odsztywniłbym już dziś, ale na razie nie ma takiej woli politycznej w parlamencie - powiedział Grzegorz Kolodko.