Po rezygnacji czwartego w ciągu roku członka zarządu Fiata podniosły się obawy, że na sytuację firmy coraz większy wpływ mają względy polityczne. Szczególnie oskarża się o działanie na szkodę koncernu premiera Berlusconiego oraz bank inwestycyjny Mediobanca, w którym ma on (poprzez spółkę Fininvest) duże wpływy. - To polityczny manewr, który na pewno nie jest dobrze odbierany przez inwestorów Fiata - twierdzi Gianluca Ferrari z Banca Valsabbina. - Działania rządu mogą znacznie skomplikować wprowadzanie planu restrukturyzacji spółki. Mediobanca natomiast szuka najprawdopodobniej możliwości dalszego umocnienia swojej pozycji na rynku - dodaje.

Tak duże zainteresowanie Berlusconiego sytuacją we Fiacie to wynik polityki tamtejszego rządu. Gdy w zeszłym roku premier został wybrany, zobowiązał się utworzyć 1,5 mln miejsc pracy. Spółka z Turynu zwolniła ostatnio 8 tys. pracowników. Ogólnie zmniejszono koszty nierentownego segmentu produkcji samochodów - Fiat Auto - o 1 mld euro. Planuje się także sprzedaż tej części koncernu amerykańskiemu General Motors. Jest to, według większości inwestorów, najlepsza droga na wyjście spółki z kryzysu. Premier, naciskany przez związki zawodowe, za wszelką cenę chce utrzymać Fiata Auto w rodzimych rękach.

Jak spekuluje włoska prasa, Berlusconi chce doprowadzić także do odejścia P. Fresco. Na jego miejsce miałby wejść Enrico Bondi, który jest - według wielu specjalistów - blisko związany z Mediobanca.

Działania premiera i Mediobanca wzbudzają dodatkowe obawy, że plan restrukturyzacji może nie dojść do skutku. - Inwestorzy boją się, że sprzedaż Fiata Auto, co jest obecnie priorytetem dla spółki, może się nie powieść - powiedział agencji Bloomberga Jacopo Ceccatelii, dyrektor generalny Abbacus SIM.

W wyniku niepewnej sytuacji koncernu akcje Fiata straciły od początku tego roku już prawie 50% swojej wartości.