Tzw. insiderzy, ludzie, którzy wiedzą o swoich firmach najwięcej, pozbywają się akcji na potęgę. Dla rynków był to z reguły sygnał, iż należy uciekać z giełdy.

Według zestawienia Thomson Financial, sprzedaż walorów własnych spółek wzrosła w listopadzie aż o 125%. Insiderzy upłynnili akcje na łączną sumę 2,6 mld USD. Na każdego dolara przypadającego na zakup akcji insiderzy sprzedali walory wartości 13,71 USD. Trend ten był szczególnie silny w sektorze nowoczesnych technologii, gdzie dyrektorzy pozbyli się w ubiegłym miesiącu udziałów na łączną sumę 861 mln USD, w porównaniu z 251 mln USD w październiku. Oznacza to dwuipółkrotny wzrost obrotów.

Analitycy z Wall Street interpretują to jako wyraz braku zaufania do wyników finansowych własnych firm. Kevin Schwenger z Thomson Financial uważa, że trend obserwowany wśród dyrektorów mógł wynikać także z prostej chęci realizacji zysków po fatalnym giełdowym roku. Poza tym, zgodnie z obowiązującymi przepisami, insiderzy nie mogli obracać akcjami w październiku, gdyż w tym czasie większość spółek ogłaszała raporty kwartale. Niemniej jednak wzrost wskaźnika sprzedaż/kupno powyżej 10 dolarów budzi powody do niepokoju. Co więcej, nic nie wskazuje na to, że proporcje te zmniejszą się na korzyść kupujących w grudniu.

Giełdowi pesymiści zwracają też uwagę, iż październikowo-listopadowa hossa mogła wynikać z masowego zamykania pozycji krótkich na rynku oraz z normalnego trendu poprawiania rezultatów finansowych przez fundusze inwestycyjne. Z drugiej jednak strony na Wall Street zwraca się uwagę, że gospodarka powoli się ożywia, a wraz z nią poprawiają się prognozy zysków amerykańskich korporacji.