- Na rynku walutowym niewiele się działo. Obroty były bardzo małe. Atmosfera jest już typowo świąteczna - powiedział nam Tomasz Małkowski, dealer walutowy z Kredyt Banku. - Rano złoty nieznacznie się umocnił w stosunku do dolara, ale później stracił na wartości - dodał. Po południu za dolara płacono 3,89 zł, wobec 3,88 zł na otwarciu rynku. W ubiegłym tygodniu, w oczekiwaniu na wynik ostatniej tury rozmów Polski z UE, inwestorzy kupowali złotego. Jego kurs w stosunku do dolara wzrósł o 1,2%.
Analitycy spodziewali się, że jeżeli szczyt w Kopenhadze zakończy się pomyślnie, to początek tego tygodnia powinien przynieść dalsze umocnienie naszej waluty. Podkreślali jednak, że bardzo szybko powinna zacząć się realizacja zysków, ponieważ większość banków zamyka pozycje z uwagi na zbliżający się koniec roku.
Dużo bardziej optymistyczna była reakcja inwestorów na wynik październikowego referendum w Irlandii, od którego zależało rozszerzenie Unii Europejskiej. W pierwszym tygodniu po głosowaniu złoty zyskał w relacji do dolara prawie 3%.
Ostateczne zamknięcie negocjacji nie wywołało również napływu kapitału na polski rynek papierów dłużnych. Ceny obligacji rano nieznacznie wzrosły, ale potem zaczęły spadać. Rentowność najchętniej kupowanych przez inwestorów zagranicznych papierów pięcioletnich była po południu mniej więcej na tym samym poziomie, co pod koniec dnia w piątek i wynosiła 5,66%. W opinii specjalistów, inwestorzy nie zakładali innego scenariusza niż taki, że Polska "dogada się" z Unią. Dlatego wynik szczytu został już wcześniej zdyskontowany w cenach obligacji.
- Na rynku papierów dłużnych też odczuwa się nadchodzące święta. Nie ma zbyt wielu inwestorów , którzy chcą robić jakieś transakcje - twierdzi Marcin Mrowiec, analityk BPH PBK. - W tej chwili potrzeba dużo większej dawki emocji, aby ten rynek poruszyć - dodaje.