Jak ocenia Pan dotychczasowe osiągnięcia ministra Grzegorza Kołodko?
Jeżeli miałbym szukać pozytywnych stron jego działalności, to na pewno trzeba do nich zaliczyć fakt, iż po jego nominacji zakończyły się spory na linii Rada Polityki Pieniężnej - rząd. Nie wiem, czy to jest wynikiem postawy samego ministra finansów, czy też wyczekiwania rządu na nową Radę, która będzie bardziej uległa w stosunku do postulatów gabinetu Leszka Millera. Trzeba też powiedzieć, że budżet na 2003 rok przygotowany przez ministra Kołodko nie grozi koniecznością jego nowelizacji w przyszłym roku. Jednak największym zarzutem, jaki mogę ministrowi Kołodce postawić, to brak w budżecie jakichkolwiek elementów reformy finansów publicznych. Minister świadomie wszystkie trudne decyzje odłożył na potem, choć można było część z nich podjąć już teraz.
O tym, że reforma finansów publicznych jest w Polsce potrzebna, było wiadomo już od dawna. Dlaczego jednak żaden rząd wcześniej nie zdecydował się na jej przeprowadzenie?
Odpowiedź może być tylko jedna. Taka reforma to konieczność podjęcia wielu trudnych i niepopularnych decyzji politycznych. Nikt wcześniej nie miał odwagi, by to zrobić.
Czy minister Grzegorz Kołodko to zrobi?