Opozycja ma mizerne szanse na odwołanie wicepremiera Kołodki. Za wnioskiem zagłosują posłowie PO oraz Prawa i Sprawiedliwości, prawdopodobnie przyłączą się do nich przedstawiciele Ligi Polskich Rodzin. Ale to zbyt mało, by zyskać przewagę podczas obrad. Wicepremiera bronią partie koalicyjne, które określają pomysł PO jako "żenujący". - Miałem do czynienia z wieloma wnioskami o wotum nieufności, ale nie widziałem jeszcze tak bzdurnego uzasadnienia - mówił podczas poświęconych tej sprawie obrad sejmowej Komisji Finansów Publicznych jej wiceprzewodniczący Stanisław Stec.
Pierwsze starcie - właśnie w komisji - wicepremier wygrał. Zaapelował do opozycyjnych parlamentarzystów o wycofanie wniosku (choć nie przewiduje tego regulamin Sejmu) i zasugerował, że jeśli tego nie zrobią, to nie będzie z nimi współpracował. - Jego podtrzymanie przez grupę posłów uczyni praktycznie niemożliwą twórczą z nimi współpracę. Będzie bowiem dowodem złej woli. A z mojej strony jest jak najlepsza wola współpracy ze wszystkimi ludźmi dobrej woli - powiedział G. Kołodko.
Bezpośrednim powodem próby odwołania ministra jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie abolicji podatkowej i deklaracji majątkowych. Według wnioskodawców, nie było żadnego powodu, aby taką ustawę przedstawić. Na dodatek napisany w resorcie finansów projekt był pełen błędów, co czyniło z niego legislacyjny bubel. "Trybunał Konstytucyjny uznał bowiem, że ustawa przygotowana przez ministra Kołodkę jest sprzeczna aż z pięcioma artykułami konstytucji" - napisali w swoim wniosku posłowie opozycji.
Grzegorz Kołodko nie jest pierwszym ministrem rządu SLD-UP--PSL, którego próbuje odwołać Platforma Obywatelska. W ciągu niewiele ponad rocznej pracy Sejmu posłowie PO chcieli ustąpienia ministra skarbu Wiesława Kaczmarka i ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego.
Wygląda jednak na to, że w swojej walce o dymisję ministra finansów opozycja nie może liczyć na poparcie ekonomistów i środowiska przedsiębiorców. Analitycy, z którymi rozmawialiśmy, mimo swoich krytycznych ocen przyszłorocznego budżetu, są zdania, że odwołanie G. Kołodki byłoby przedwczesne. Najpierw trzeba poczekać na jego plany reformy finansów publicznych. Podobnie uważają przedsiębiorcy. - Sprawa abolicji to nie jest wystarczający powód, żeby teraz domagać się dymisji wicepremiera. Choć to powinno być dla niego ostrzeżenie, że nie należy działać zbyt pochopnie - uważa Zbigniew Niemczycki, prezes Polskiej Rady Biznesu.