Na początku był pomysł. Niezły. Kupić dużo, ale tanio. Skonsolidować i zainwestować w rozwój. Pochwalić się przed inwestorami, aby zyskać ich przychylność. Tyle teoria. W praktyce też nie było najgorzej: grupa rosła i rosła, a jej strategia obiecywała coraz więcej. Do pewnego momentu. Później rozpoczął się odwrót i sprzedaż firm. Te, które pozostały, przędły coraz marniej. Obietnice pozostały na papierze. Pieniądze się skończyły, długi urosły. Na lodzie pozostali wierzyciele i pracownicy. Tak w skrócie wygląda historia 4Media na giełdzie. Ten mechanizm działa - jak wskazują napływające do nas sygnały - we wszystkich firmach medialnej grupy. Jak dotąd, bez żadnych konsekwencji.
Ponieważ telefony komórkowe szefów holdingu albo milczą, albo oferują rozmowę z automatyczną sekretarką, pozwalam sobie postawić kilka pytań publicznie. Tym bardziej że pozostawiony przez nich sam na placu boju z mediami i, zdaje się, odcięty od wszelkich informacji rzecznik prasowy od dłuższego czasu może tylko bezradnie rozkładać ręce i odpowiadać: nie wiem, nie potrafię udzielić informacji, nic mi o tym nie wiadomo.
Zacznijmy od pieniędzy. Ile gotówki wpłynęło do 4Media w efekcie emisji akcji, papierów dłużnych i pożyczek, licząc od chwili przejęcia nad nią kontroli przez Wojciecha Kreffta, Jacka Merkla i Dariusza Kaszubskiego? Gdzie te pieniądze się podziały, jak je skonsumowano, skoro od dawna grupa ma problemy finansowe, nie reguluje nawet małych zobowiązań, a znaczną część posiadanego majątku opłacała własnymi akcjami?
Ciekaw też jestem, jak to się stało, że główny akcjonariusz, MediaInvest, obejmował papiery dłużne spółki za grube miliony, a mimo to 4Media nie regulowała nawet drobnych długów. Jak unikała działań komorników? A swoją drogą, kto finansował MediaInvest i w jaki sposób? Przecież pieniędzy od izraelskiego funduszu Poalim Trust przekazanych jej za pośrednictwem stojącej na szczycie medialnego holdingu firmy Media Trust nie było tak wiele. Co z pieniędzmi obiecanymi grupie przez innych tajemniczych, zagranicznych inwestorów? Co to za inwestorzy?
Nie chcę jednak zanudzać tylko kwestiami finansowymi. Wielu obserwatorów rynku i pracowników holdingu uważa, że przykładów gorszego zarządzania od stosowanego w 4Media nie znają. Dlaczego jednak za złe zarządzanie nikt nie odpowiada? Co robi rada nadzorcza pod kierownictwem Jacka Merkla? Czyżby nadzór właścicielski kulał tak bardzo? Od dawna układ sił w akcjonariacie wskazuje, że panowie Merkel, Krefft i Kaszubski nie mają pozycji większościowych udziałowców. A jednak cały czas kierują holdingiem. Idzie im raczej kiepsko, ale jakoś nikt się nie oburza i nikt ich nie odwołuje. Jak wyjaśnić tę zagadkę? Kto w tej chwili kontroluje 4Media?