W środę rozpoczęła się w Nowym Jorku kolejna runda rozmów, które trwają już od 9 tygodni. Ostateczne porozumienie może zostać zawarte już w najbliższy poniedziałek. Wśród 12 banków, które biorą udział w negocjacjach, istnieją poważne rozbieżności na temat wysokości kar. Najwięcej - bo nawet po 200 mln USD - mogą zapłacić Credit Suisse First Boston oraz Citigroup, przeciwko którym zebrano najwięcej materiałów obciążających. Pozostałe firmy mogą liczyć na łagodniejsze traktowanie - kary mają wynieść średnio między 50 a 75 mln USD.

Z ujawnionych w ostatnich miesiącach spraw wynika, że analitycy wielkich instytucji z Wall Street rekomendowali pod koniec lat 90. akcje spółek, co do których prywatnie mieli poważne wątpliwości. Ich opinie pełniły jednak funkcje marketingowe dla działów inwestycyjnych ich własnych instytucji. Ujawniona poczta elektroniczna świadczyła, że analitycy nie byli w stanie przedstawiać obiektywnych opinii, znajdując się pod stałą presją swoich przełożonych. Prowadzący tę sprawę prokurator Eliot Spitzer powiedział już jednak, że szefowie 12 największych banków inwestycyjnych nie będą pociągnięci do odpowiedzialności.

Jedyną instytucją, która zawarła do tej pory porozumienie z nowojorską prokuraturą i najaktywniej zaangażowała się w "sprawę analityków", jest Merrill Lynch. Największy dom maklerski w USA zgodził się na zapłacenie 100 mln USD kary.

W porozumieniu władzom regulacyjnym chodzi jednak przede wszystkim o wprowadzenie reform, które zapobiegną w przyszłości przypadkom konfliktów interesów. Banki inwestycyjne mają przedstawić plany odbudowania "chińskiego muru", czyli granicy jaka powinna oddzielać działy inwestycyjne od analitycznych. Ma być także ukrócona praktyka "spinningu", jak w żargonie Wall Street określa się rozdzielanie puli akcji emitowanych na rynku pierwotnym dyrektorom wielkich spółek, będących klientami banków inwestycyjnych. Takich praktyk miały się dopuszczać m.in. Salomon Smith Barney, Golman Sachs i CSFB.