Nasz rynek akcji wydaje się już całkowicie pogodzony z myślą o tym, że niebawem Polska stanie się częścią najmniej dynamicznego, jeśli chodzi o wykazywany wzrost gospodarczy, regionu świata (czyli UE). W zachowaniu cen naszych akcji w ostatnich dniach nie widać było bowiem cienia reakcji na decyzję z 13 grudnia, a ruchy indeksów nie odróżniały się od zachowania głównych rynków zachodnich. Te zaś zarówno w USA (w środę), jak i w UE (w czwartek) zagroziły wyłamaniem w dół z konsolidacji, kształtujących się od 15 października. W przypadku niemieckiego rynku akcji potwierdzenie tego wybicia groziłoby spadkiem DAX do poziomu nie aż tak wcale odległego od październikowego minimum. W czwartek po pozytywnym początkowo otwarciu za oceanem sprawa ciągle jeszcze się ważyła. Skłonny jestem traktować to wyłamanie poważnie, co oznaczałoby w praktyce, że na naszym rynku krótkoterminowy opór przeniósł się w dół do strefy 1200-1208 pkt. Prognozowanie dokładnego poziomu ostatecznego końca spadku jest oczywiście sztuką, która rzadko się udaje, ale - by ułatwić czytelnikom PARKIETU identyfikację rynkowego konsensusu - oddaję swój głos na obszar 1075-1095 pkt.

Naprawdę ciekawe rzeczy dzieją się obecnie nie na giełdach akcji, lecz na rynkach metali szlachetnych, towarów i walut. Indeks CRB przełamał szczyt z 2000 r., złoto - po półrocznej konsolidacji - wybiło się do 5,5-letniego maksimum, a Dollar Index zagroził 7-letniej linii trendu wzrostowego (EUR/USD jest najwyżej od początku 2000 r.). Wszystko to brzmi jak opis początku końca świata, a przynajmniej opis efektów nadmiernej inflacji pieniądza, z którą w wykonaniu Fed mieliśmy do czynienia w ostatnich latach. Trudno się dziwić przyspieszeniu deprecjacji dolara, zważywszy na listopadowe wypowiedzi członków władz Fed, w których jednoznacznie wspomnieli o gotowości skorzystania z magicznego urządzenia pod nazwą "prasa drukarska". Zarówno Japonia, jak i USA z chęcią podrzuciły komuś groźbę deflacji. Najprościej to uczynić na krótką metę za pomocą dewaluacji własnej waluty, a najlepszym kandydatem do odbioru takiego, niechcianego, prezentu jest strefa euro. Jej bank centralny ciągle jeszcze znajduje się w "starej erze" walki z inflacją.