Ekonomiści i inwestorzy obawiają się, że nadchodzący rok przyniesie dalszy wzrost złych długów, obciążających europejskie banki. Słaba koniunktura uniemożliwi licznym przedsiębiorstwom oraz indywidualnym klientom spłatę w terminie zaciągniętych pożyczek. To zaś zmusi instytucje finansowe do zwiększenia odpisów na pokrycie nieodzyskanych należności. Panuje przekonanie, że czołowe banki będą musiały z tych powodów przenieść do rezerw znacznie więcej od 20 mld USD spodziewanych w 2002 r.

W przyszłym roku wzrośnie zapewne liczba bankructw. Dojdzie też do obniżenia ratingów wielu czołowych spółek. Prawdopodobnie czeka to m.in. bank HVB Group i koncern Fiat. A trzeba pamiętać, że już mijający rok był pod tym względem najgorszy w historii.

Problemy mają banki od Norwegii po Hiszpanię. W gospodarce niemieckiej - największej w Europie - liczba upadłości wzrośnie prawdopodobnie do rekordowego poziomu 42 tys. Brytyjskie Barclays i Loyds TSB będą wciąż odczuwać skutki kryzysu argentyńskiego. Zaangażowanie w Ameryce Łacińskiej pozostanie też słabą stroną banków hiszpańskich.

Czołowe instytucje finansowe w Szwajcarii, takie jak UBS i Credit Suisse Group, będą miały kłopoty w związku ze stagnacją w tamtejszej gospodarce, a francuski Societe Generale nie przestanie odczuwać efektów chybionych inwestycji w takie firmy, jak Alcatel.

Mniej kłopotów miały dotychczas Nordea, Danske Bank i inne banki skandynawskie, gdyż po kryzysie w początkach minionej dekady na szwedzkim rynku kredytów hipotecznych zachowywały większą ostrożność. Jednak i tam niekorzystna koniunktura może doprowadzić w nadchodzącym roku do wzrostu złych długów.