Po zakończonych w połowie grudnia negocjacjach akcesyjnych z Unią Europejską najważniejszym zadaniem, jakie stoi obecnie przed polskimi władzami, jest takie przygotowanie referendum akcesyjnego, aby Polacy poszli do niego i zagłosowali na tak. Na razie sondaże opinii publicznej wskazują, że frekwencja będzie wystarczająca, a większość tych, którzy do urn pójdą, zagłosują na tak. W ostatnim listopadowym badaniu przeprowadzonym przez CBOS za wejściem Polski do UE zamierza głosować 67% osób, które zapowiadają udział w referendum. 22% chce głosować przeciw integracji, a 11% nie ma na ten temat zdania. W poprzednim badaniu za akcesją chciało głosować 73% badanych, deklarujących udział w referendum. Wśród ogółu badanych zwolennicy integracji stanowią 59% (poprzednio - 61%.), przeciwnicy - 24% (wcześniej - 22%). Widać więc, że poparcie dla akcesji maleje. Nie wiadomo, jak sytuacja się zmieni do planowanego na wiosnę referendum. Nie można jednak wykluczać, że wynik będzie niepomyślny dla polskich władz. Co wtedy?
Zdaniem Józefa Oleksego, przewodniczącego sejmowej Komisji Europejskiej, pół biedy, jeżeli w referendum nie będzie odpowiedniej frekwencji . - Projektowana ustawa o referendach zakłada, że w takiej sytuacji o ratyfikacji traktatu akcesyjnego zdecyduje Zgromadzenie Narodowe, większością dwóch trzecich głosów - mówi J. Oleksy.
O wiele gorzej będzie, jeżeli do urn pójdzie co najmniej 51% uprawnionych i większość z nich opowie się przeciw wejściu naszego kraju do Unii. - Wówczas referendum będzie trzeba powtórzyć. Kiedy, na razie nie wiadomo. Prace nad ustawą trwają. Myślę jednak, że taki scenariusz oznacza poważne komplikacje. Nie wiem, czy nie skończyłoby się to kryzysem politycznym - mówi przewodniczący Komisji Europejskiej.
Tymczasem analitycy rynku spodziewają się, że w miarę zbliżania się daty referendum na rynku walutowym pojawi się nerwowość, co będzie skutkowało osłabieniem naszej waluty . - Deprecjacja złotego będzie tym większa, im gorsze będą wyniki sondaży przed referendum. Najbardziej niebezpiecznie będzie wówczas, jeżeli Polacy w referendum opowiedzą się zdecydowanie przeciw integracji, a frekwencja osiągnie wymagane ponad 50% - uważa Łukasz Tarnawa z PKO BP.
Jego zdaniem, pierwsze oznaki nerwowości mogą pojawić się już w styczniu, gdy PSL i PiS będą decydowały o poparciu bądź nie integracji. Jest to szczególnie ważne dlatego, iż w przypadku braku odpowiedniej frekwencji w referendum to posłowie tych dwóch partii mogą stać się języczkiem u wagi podczas głosowania traktatu akcesyjnego w parlamencie.