Z prowadzonych od końca września i podawanych przez KDPW do publicznej wiadomości statystyk, dotyczących wolumenu transakcji krótkiej sprzedaży i otwartych pozycji na koniec dnia obrotu, wynika, że przez ostatnie 3 miesiące inwestorzy sukcesywnie zwiększali swoje zaangażowanie w tego typu transakcje. Jest to o tyle dziwne, że w tym samym czasie przewagę na rynku posiadali kupujący, a jak wiadomo, krótka sprzedaż jest strategią przynoszącą zyski podczas spadków. Najrozsądniejszym wytłumaczeniem tego faktu jest więc działanie arbitrażystów. Oznacza to, że w momencie kiedy kontrakty akcyjne były notowane zbyt nisko w stosunku do instrumentu podstawowego (akcji), inwestorzy przystępowali do zakupu instrumentu pochodnego i krótkiej przedaży, słusznie licząc, że w przyszłości ceny w najgorszym wypadku wyrównają się, a oni wtedy zainkasują zysk, wynikający z początkowej różnicy w wycenie tych instrumentów.
Podczas piątkowej sesji wolumen obrotu nie odbiegał od średniej z ostatnich dni. Na spółkach z WIG20 wyniósł blisko 4,5 mln akcji, więc jak na ostatnie czasy był dość spory. Biorąc pod uwagę liczbę akcji, jaka została odkupiona w celu zamknięcia krótkich pozycji, ma to spore znaczenie, gdyż (jak pokazuje tabela 1) okazuje się, że w przypadku 4 spółek udział tych transakcji w całkowitym wolumenie na sesji 20 grudnia przekroczył 10%. Najwięcej, bo prawie połowę obrotu, arbitrażyści wykonali na Prokomie. Mimo znacznego udziału w przypadku wspomnianych 4 spółek, ich notowania miały bardzo spokojny przebieg i nie ma tu raczej mowy o znaczącym wpływie na giełdową wycenę.
Kolejnym argumentem potwierdzającym postawioną tezę jest fakt, że przedmiotem krótkiej sprzedaży były akcje tylko 8 spółek spośród kilkunastu, na których tego typu transakcje są możliwe. Nietrudno się domyśleć, że były to tylko te walory, które są instrumentami podstawowymi dla kontraktów terminowych, przy czym zabrakło wśród nich Elektrimu - z prostej przyczyny - tych akcji nie można sprzedawać krótko. W międzyczasie sprzedano krótko jeszcze 4651 akcji BIG Banku (18.11.2002 r.), ale pozycja ta dwa dni później została zamknięta.
Także liczba odkupionych w piątek walorów może potwierdzać, że były one wykorzystane do arbitrażu. W każdym z ośmiu przypadków była ona wielokrotnością liczby akcji, stanowiących jeden kontrakt terminowy (tabela 2).
Idąc dalej tym tropem, można łatwo wykazać, jaki na koniec piątkowej sesji był stosunek kontraktów stanowiących część strategii arbitrażowej do całkowitej liczby otwartych pozycji, pozostałych po ostatnim dniu notowań serii grudniowej (wykres). Okazuje się, że pomijając kontrakty na Telekomunikację i PKN w pozostałych 6 przypadkach arbitrażyści posiadali ponad 2/3 otwartych pozycji. Szczególnie interesująco na tle tego porównania prezentuje się grudniowy kontrakt na Pekao, gdzie na 305 kontraktów pozostawionych do wygaśnięcia, aż w 299 przynajmniej jedną ze stron byli arbitrażyści.