Do tej pory oceniała działania rady jako bezprawne. Ale tym razem, wikłając się w spór, zarządca może stracić szansę na odszkodowanie. - Trwają analizy. Potrzebujemy trochę czasu - powiedział Marek Łatacz, prezes PEP.
Rada nadzorcza Zachodniego NFI podjęła decyzję o wypowiedzeniu umowy w składzie mniejszym od statutowego, ale większym od ustawowego minimum. Zdaniem prof. Marka Wierzbowskiego i prof. Józefa Okolskiego, może ona skutecznie działać, a ich opinie na ten temat - jak wynika z dokumentów, do których dotarliśmy - trafiły do PEP już w maju 2002 r. Firma zarządzająca oparła się jednak na innych ekspertyzach. Gdy więc w identycznym składzie rada decydowała o zmianach w zarządzie funduszu, w tym odwołaniu prezesa Marka Łatacza, menedżerowie ostro protestowali, wskazując, że działa bezprawnie. I nie przyjmowali jej uchwał do wiadomości. 31 grudnia Zbigniew Błaszczyk złożył pozew do sądu o uznanie za nie-istniejące uchwał rady odwołujących jego oraz Marka Łatacza z zarządu Zachodniego NFI.
- Nasze stanowisko zostanie przygotowane w ciągu najbliższych kilku dni. Gra jest jednak zbyt poważna, aby działać pochopnie - powiedział nam Marek Łatacz, prezes PEP. Właścicielem firmy jest bliżej nie znana holenderska spółka Grohae.
PEP otrzymywało rocznie od Zachodniego NFI równowartość 1,6 mln euro (odszkodowanie sięgnie 1/4 tej kwoty). Tyle samo firma inkasuje od 7NFI im. Kazimierza Wielkiego i Foksal NFI (te fundusze na razie nie wypowiedziały umowy o zarządzanie). Do tego dochodzi tzw. wynagrodzenie za wyniki finansowe, czyli równowartość określonego pakietu akcji danego funduszu (w praktyce ponad 1%) za każdy rok pracy na jego rzecz.