Nowy rok, nowe nadzieje. Tak najkrócej można skomentować to, co na pierwszej sesji w 2003 roku działo się na frankfurckim parkiecie. Inwestorzy doszli do wniosku, że ponad 40-proc. przecena DAX (spadek do najniższego poziomu od sześciu lat), jaka miała miejsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy, ostatecznie wyczerpuje potencjał spadkowy rynku. I skoro jest tak źle, to gorzej już być nie może. Kupowali więc akcje w nadziei na poprawę koniunktury. Przy okazji ignorując wszystkie złe sygnały dochodzące ze strefy makro. I to zarówno te dobrze znane, jak dalszy wzrost cen ropy, złota oraz umocnienie się euro, jak i te najświeższe, czyli opublikowane w czwartek rano dane o indeksie aktywności w przemyśle (PMI). Odczyt tego wskaźnika, zarówno dla niemieckiej gospodarki (46,9 wobec oczekiwanych 48,9), jak i całego Eurolandu (48,4 wobec 49,7), był dużo gorszy od rynkowych oczekiwań. Nie przestraszyło to jednak niemieckich graczy, którzy kupowali nadzieje na lepszą przyszłość, windując indeks prawie 6% do góry, już po rozpoczęciu sesji w USA. Niestety, nadzieja to trefny towar. Przez dzień, dwa czy tydzień można się oszukiwać. Jednak wreszcie musi przyjść opamiętanie. A wówczas rynek zacznie spadać ze zdwojoną siłą, napędzany przez łapaczy dołków.

Analiza techniczna również nie pozostawia złudzeń odnośnie do kierunku, w jakim podąży niemiecki DAX. Wybicie dołem (19 grudnia ub.r.) z ponaddwumiesięcznej stabilizacji każe oczekiwać dość szybkiego testu październikowego dołka (2598 pkt.). W tej sytuacji dopóki rynek przebywa poniżej przełamanego w końcówce roku wsparcia (3015 pkt.)., to podaż rozdaje karty. Ale nawet powrót powyżej 3015 pkt. nie gwarantuje sukcesu. Bowiem pierwszym sygnałem kupna będzie pokonanie lokalnego szczytu z 2 grudnia ub.r. (3380 pkt.). Na razie jednak na to się nie zanosi. Ostatnie wzrosty należy więc traktować w kategoriach korekty technicznej. Po jej zakończeniu na rynek znów wrócą sprzedający, ściągając go coraz niżej. Dopiero poniżej 2600 pkt., wspierane przez dołek z października oraz podbudowane nadziejami na podwójne dno, byki mają szansę na przejęcie kontroli nad parkietem. Na wyższych poziomach jest to raczej mało prawdopodobne.