Nastrój świąteczno-noworoczny już niemal całkowicie odszedł w niepamięć, pojawiły się większe obroty i większa zmienność kursów. Po dotarciu WIG20 dokładnie do 50-proc. zniesienia Fibonacci`ego ruchu z przełomu października i grudnia wydawało się, że rynek złapał wiatr w żagle i spróbuje testować ostatni szczyt na poziomie 1262 pkt. Tymczasem środowa sesja była początkowo nieco niemrawa, a w jej drugiej połowie atak niedźwiedzi zasugerował, że przed testem wspomnianego szczytu należy jeszcze "odwiedzić" wsparcie w okolicy 1210 pkt. oraz że 15-punktowa baza na kontraktach to przesada. Niestety, czarna spadająca gwiazda, która powstała na indeksie przy dość wysokich obrotach, oznacza, że utrzymanie wsparcia na 1210 pkt. może być trudne.

W długoterminowej perspektywie można się spodziewać, że pozytywnie wpływać będzie na rynek utrzymywanie przez fundusze emerytalne jedynie 26,13% aktywów w akcjach (stan na grudzień 2002 r.) oraz pozytywne nastawienie największego z nich (CU), który zaczął zwiększać zaangażowanie. Fundusze z pewnością biorą pod uwagę długoterminową perspektywę inwestycyjną i prawdopodobieństwo wstąpienia "hossy przedakcesyjnej". Z kolei spojrzenie na rynek z perspektywy międzynarodowej może prowadzić do sprzecznych wniosków. Sytuacja gospodarcza Japonii jest nadal zła i nie wróży szybkiej poprawy; polepszenie kondycji gospodarki niemieckiej będzie, jak przewiduje instytut DIW, znacznie słabsze niż początkowo oczekiwano. Ratunku można zatem upatrywać w ożywieniu gospodarki amerykańskiej. Mimo podanych ostatnio informacji o spadku zamówień w przemyśle (-0,8%) duże nadzieje można wiązać z zaproponowanym przez prezydenta Busha programie obniżki podatków. Istotnym jego elementem jest zwiększenie możliwości inwestycyjnych małych i średnich firm, co może znacznie wspomóc proces ożywiania gospodarki. Przydałby się w Polsce taki program, gdyż u nas tymczasem podatki... rosną.