- Inwestowanie w firmy, których akcjonariat jest zdominowany przez jednego inwestora, jest obarczone wysokim ryzykiem. Zawsze istnieją wątpliwości do prowadzonej przez niego polityki - uważa Rafał Jankowski, analityk CDM Pekao SA. Podmioty, które kontrolują daną firmę, często starają się na różne sposoby transferować zyski do spółki--matki. - Rzeczywiście czasami możemy mieć do czynienia z sytuacjami, w których w grupach kapitałowych podpisywane są np. umowy o świadczenie usług czy dostawy jako efekt dominującej pozycji inwestora - twierdzi Karen Chuczbabian, menedżer w zespole cen transferowych Ernst & Young. Na warszawskiej giełdzie najgłośniejszym przypadkiem podejrzenia o transfer zysków był Stomil Olsztyn. Akcjonariusze mniejszościowi oskarżyli o taki proceder francuską firmę Michelin, która kontroluje olsztyńskiego producenta opon. Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził zarzuty i stwierdził, że ceny w eksporcie do grupy Michelin (2/3 produkcji spółki) były zaniżane nawet o 20%.
Transfer głównie
w mniejszych korporacjach
Zdaniem K. Chuczbabiana, problem transferu zysków nie dotyczy jednak na dużą skalę wielkich korporacji międzynarodowych. - Firmy te mają bowiem ustalone identyczne reguły odnośnie stosowania cen transferowych na całym świecie i co do zasady nie są one zmieniane na lokalnych rynkach. Reguły te są najczęściej ustalane w oparciu o analizy rynkowe. Nie ma więc raczej w takich przypadkach możliwości polegającej na manipulowaniu cenami - zaznacza K. Chuczbabian. Dodał, że inaczej może wyglądać sytuacja w przypadku mniejszych firm, gdzie jeden właściciel może starać się wytransferować zyski do krajów, gdzie obowiązują np. niższe stawki podatkowe lub zwolnienia podatkowe.
Świecie świeci przykładem