Reklama

Złoto stoi w miejscu

W składzie naszego portfela nie zaszły w ostatnich dwóch tygodniach żadne zmiany - jego wartość utrzymuje się wokół początkowych 100 tys. zł. Niewielka strata na akcjach Gold Corporation rekompensowana jest zyskiem z inwestycji w polskie obligacje skarbowe. Chęć ulokowania pieniędzy w euro (nie w kontrakty terminowe, ale bezpośrednio w walutę) odebrały nam bardzo wysokie prowizje.

Publikacja: 15.01.2003 08:16

Na rynku złota trwa korekta w trendzie wzrostowym. Notowania tego metalu utrzymują się ponad poziomem 350 dolarów za uncję. Kurs akcji spółki Gold Corporation, którą umieściliśmy w portfelu przed czterema tygodniami, oscyluje wokół 13 dolarów. Zgodnie z początkowymi założeniami, jeśli inwestycja nie przyniesie nam przez miesiąc 10-proc. zysku, będziemy się jej pozbywać. Walory Gold Corporation postanowiliśmy przetrzymać w portfelu ponad wyznaczony limit - ich długoterminowa sytuacja techniczna w dalszym ciągu jest bardzo dobra. Powrót do hossy, po trwającym cztery tygodnie trendzie bocznym, może być bardzo zyskowny. Obligacje o stałym oprocentowaniu (wygasające w marcu 2007 roku), po wzroście notowań do najwyższego poziomu w historii na przełomie grudnia i stycznia, ponownie znalazły się w trendzie bocznym. Kurs obligacji o zmiennym oprocentowaniu od samego początku naszej inwestycji (od dwóch miesięcy) pozostaje w trendzie bocznym. Zysk ogranicza się więc do przyrostu przysługujących nam odsetek.

Stop trochę bliżej

Wcale nie jest wykluczone, że w przypadku naszych akcji konsolidacja zakończy się wybiciem w dół i ukształtowaniem formacji głowy z ramionami. To naraziłoby nas na nadmierne straty, dlatego mamy złożone zlecenie ograniczające je. Poziom, na którym początkowo umieściliśmy "stopa", to 10% poniżej maksymalnego zamknięcia w trendzie wzrostowym. Kiedy kupowaliśmy Gold Corporation, było to 11,8 USD. Ponieważ pod koniec roku kurs wzrósł nawet do 13,4 USD, teraz już spadek poniżej 12,1 USD sprawi, że zakończymy tę inwestycję. Wartość ta niemal dokładnie pokrywa się z dolnym ograniczeniem trendu bocznego.

Połowa portfela w gotówce

W dalszym ciągu połowę portfela trzymamy w gotówce. W tym miejscu również chciałbym odwołać się do naszych początkowych założeń. Zgodnie z nimi, określiliśmy nasze maksymalne zaangażowanie w akcje na 30% całego portfela, jeśli na rynkach nie ma hossy. Za hossę uznajemy sytuację, w której wykres indeksu S&P 500 znajduje się ponad średnią z 200 sesji i średnia ta rośnie. W tej chwili znajduje się ona na poziomie 950 punktów, indeks ledwie 20 punktów niżej. Jeden solidny wzrost S&P 500 może doprowadzić do przekroczenia średniej, co zbiegnie się ze zmianą trendu średnioterminowego z bocznego na rosnący. Wtedy też powiększymy nasze zaangażowanie w akcje.

Reklama
Reklama

Duże koszty zakupu euro

Kształt, jaki przybiera wykres kursu euro do złotego, skłania nas coraz mocniej do zakupu europejskiej waluty. Od pół roku euro pozostaje w łagodnym trendzie spadkowym, ale jednocześnie ostatnie dwa miesiące przynoszą nieznaczną poprawę jego notowań. Skutkiem jest zbliżenie się kursu do kluczowej bariery w strefie 4,04-4,05 zł. Tutaj znajdują się dołki z III kwartału ub.r., a także przebiega linia półrocznych zniżek. Wydaje się, że po ewentualnym przełamaniu tak silnego oporu nie byłoby problemu z osiągnięciem poziomu 4,20 zł za euro, a niewykluczone że ruch mógłby być jeszcze mocniejszy.

Niestety, na naszym rynku trudno znaleźć mało kosztowny sposób zamiany oszczędności w złotych na euro. Banki, nie dość, że przy wymianie pieniędzy pobierają prowizję w wysokości 0,25% wartości transakcji, to jeszcze proponują bardzo niekorzystne kursy. W sumie skorzystanie z usług bankowców kosztuje ok. 5%, podliczając koszty zamiany złotych na euro i późniejszej euro na złote.

Dużo tańsze są kantory, które nie pobierają prowizji i oferują znacznie bardziej atrakcyjne kursy. Do tego przy większych (ale wcale nie bardzo dużych) kwotach istnieje możliwość negocjacji. W kantorze koszt całej transakcji wymiany to ok. 2%. Trzeba przyznać, że to nadal dużo, gdyż, zakładając kupno euro po 4 zł, zaczniemy zarabiać dopiero w momencie, gdy będzie ono kosztować 4,08 zł. Do tego w kantorach obraca się tylko gotówką. To niesie ze sobą pewne ryzyko związane z poruszaniem się po mieście z pieniędzmi w kieszeni. W związku z tym, że na wykresie nie doszło jeszcze do ostatecznych rozstrzygnięć, czyli kurs euro pozostaje poniżej 4,04-4,05 zł, nie zdecydowaliśmy się jeszcze na umieszczenie tej pozycji w naszym portfelu.

Nikiel idzie w ślady złota

Obserwujemy również inne rynki towarowe. Niektóre metale utrzymują się w wyraźnych trendach wzrostowych. Uwagę zwracają głównie nikiel i cyna. Szczególnie na pierwszym widoczna jest hossa. Tylko od początku roku w kontraktach z trzymiesięczną dostawą podrożał o ponad 10%, do 7960 dolarów za tonę, pokonując przy tym ubiegłoroczne maksimum. Nie znaleźliśmy jednak spółki, na której wykresie widać byłoby pozytywny wpływ tej tendencji, dlatego w tym tygodniu nie zdecydowaliśmy się na zwiększenie zaangażowania w akcje.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama