Reklama

Kalendarzowe analogie Wojciecha Białka

Wbrew statystyce mówiącej, że początek roku jest z reguły korzystny dla posiadaczy akcji, analityk SEB TFI Wojciech Białek zapowiada kontynuację bessy. Jego zdaniem, znajdujemy się bardzo blisko szczytu, po którego ukształtowaniu rozpocznie się kolejna fala spadków.

Publikacja: 16.01.2003 08:40

Punktem wyjścia w analizie jest wynikająca z historii lekcja mówiąca o tym, że późna jesień i wczesna wiosna jest okresem korzystnej koniunktury na rynkach akcji tak na świecie, jak i w Polsce. Na przestrzeni lat 1944-2002, które przyniosły ponad 62-krotny wzrost wartości indeksu Dow Jones, stosowanie w kolejnych latach strategii "kup w październiku - sprzedaj w kwietniu" przyniosło średnio 7,8% zysku. W naszym kraju taka strategia zapewniła w sumie stopę zwrotu rzędu 900% (od początku istnienia GPW), z tym, że nieznacznie lepszym okresem zakupów okazywał się sierpień, akcji zaś pozbywać należało się już w lutym.

Cykl prezydencki

Podobnie optymistyczne dla posiadaczy akcji w swojej wymowie są cykliczne zależności, wynikające z czteroletniego "cyklu prezydenckiego". Kupno akcji na ostatniej sesji października w roku, który wypadał 2 lata po wyborach prezydenckich w USA (czyli 1998, 1994, 1990 r. itd.) i następnie ich sprzedaż po dwóch latach, na ostatniej sesji października w roku kolejnych wyborów prezydenckich w USA (tj. odpowiednio w 2000, 1996, 1992 r. itd.) zapewniło łącznie zysk w wysokości 3 824%, a średnio w takim dwuletnim cyklu 30,7%.

Powyższe zależności, zdaniem W. Białka, mogą stanowić poważną zachętę - wynikającą z historycznych porównań - dla optymistycznie nastawionej strony rynku. Bowiem właśnie dwa miesiące temu rozpoczął się najlepszy, z punktu widzenia obu wyżej przedstawionych cykli, okres dla rynków akcji w USA, który powinien potrwać przynajmniej do wczesnej wiosny.

Symptomem realizowania się powyższego scenariusza jest rysująca się na wykresie Nasdaq Composite pięciofalowa struktura. Może ona zapowiadać początek korekty całej 2,5-letniej fali bessy, której celem byłby poziom indeksu z początku 2002 r. (ok. 2000 pkt.). To pozostawia 40-proc. potencjał wzrostowy.

Reklama
Reklama

Argumenty przeciw wzrostom

Jednocześnie tak optymistyczny scenariusz ma wiele wad, m.in.:

l Październikowy wzrost w USA i UE rozpoczął się z poziomu o 20% wyższego niż wcześniej oczekiwany na podstawie doświadczeń bessy "japońskiej";

l Pozytywne nastroje w USA odbudowują się równie błyskawicznie jak przed rokiem, co sugeruje, że obecny trend będzie miał podobną dynamikę jak ówczesny - może to oznaczać, że S&P 500 ma do szczytu zaledwie kilka procent;

l Historia ostatnich kilkudziesięciu lat nie zna przypadku hossy, której początkowi towarzyszyłby niski poziom gotówki zgromadzonej w aktywach akcyjnych funduszy inwestycyjnych, z czym mamy nadal do czynienia w Stanach Zjednoczonych.

Patrząc na wykresy indeksów giełd amerykańskich i europejskich jasno widzimy dwie ścierające się tendencje. Próbę wybicia w górę z kreślonych od ponad pół roku formacji odwróconych głów z ramionami, a jednocześnie rysujące się od połowy listopada ubiegłego roku hipotetyczne głowy z ramionami w ramach wzrostowych trendów kształtowanych od października 2002 r.

Reklama
Reklama

Kierunek długoterminowego trendu podpowiada, że bardziej prawdopodobne są dalsze spadki. Aczkolwiek domniemane trzyletnie kanały spadkowe, przynajmniej w Europie, pozostawiają więcej miejsca na wzrosty. Jednak przyjmując, że indeks niemiecki już wybił się w dół z wyrysowanej formacji głowy z ramionami, ten scenariusz trzeba odłożyć na bok.

Analizując zachowanie rynków peryferyjnych W. Białek zauważa również kuszącą hipotezę, mówiącą o tym, iż tak jak cykliczne ożywienie w 2001 r. rozpoczęło się od Azji, tak można założyć, że maksima indeksów z 2002 r. z wyprzedzeniem mogą wyznaczać koniec globalnego ożywienia gospodarczego.W odniesieniu do rynku krajowego widać analogię obecnej sytuacji technicznej wykresu indeksu WIG20 do tej, z okresu od początku stycznia do października 2002 r. Zakłada ona szybki wzrost przynajmniej do 1300 pkt.

Spadki można tylko opóźnić

W. Białek zauważa, że przedstawiona przez niego analogia sekwencji czasowych dla lat 2002 i 2003 w odniesieniu do rynków USA i Europy nie wygląda zbyt kolorowo i podpowiada dalsze spadki indeksów. Czy oprzemy się zatem światowej tendencji? Tu także historia roku ubiegłego podpowiada, że spadki możemy jedynie opóźnić, ale powstrzymać ich nie można.

Analiza rozkładu nastroju inwestorów w USA potwierdza pesymistyczne zapatrywania. Podąża on w ciągu ostatnich tygodni dokładnie tą ścieżką, jaka została wydeptana rok wcześniej. Poziom optymizmu osiągnięty na początku grudnia (dwukrotna przewaga "byków' nad "niedźwiedziami") ostrzegał przed późniejszymi spadkami, a ostatnie schłodzenie nastrojów było zbyt skromne, by umożliwić wzrosty powyżej maksimum z początku grudnia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama