Pije colę wiśniową, jada hamburgery, pracuje z dala od centrów finansowych, unika jak ognia spółek technologicznych. Tak mogłaby wyglądać charakterystyka wielu inwestorów. Ten, o którym myślimy, w ciagu ostatnich 37 lat powiększył wartość zarządzanych przez niego aktywów netto z 19 USD na akcję do 37 920 USD, co daje średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 22,6%. Mamy do czynienia z niezwykłym inwestorem. Mówią o nim: Wyrocznia z Omaha.
To Warren Buffett, najsłynniejszy inwestor na rynkach akcji na świecie. W latach 1999-2000 z racji unikania akcji technologicznych zdawało się, że jego aureola nieco przyblakła. Nic takiego się jednak nie stało, mimo że w 2001 r. jego spółka - Berkshire Hathaway - po raz pierwszy w historii zanotowała spadek aktywów netto.
Buffett (nie) myli się
Wielu ekspertów jeszcze do niedawna sądziło, że czasy trafnych decyzji podejmowanych przez Buffetta odeszły w zapomnienie. Znany jako technofob, który unika spółek technologicznych, nie poddał się manii poprzedniej dekady, kiedy najpopularniejszym rynkiem akcji na świecie był Nasdaq. Jego fundusz nie uczestniczył w spektakularnych wzrostach firm high-tech ani też nie odczuł boleśnie pęknięcia bąbla spekulacyjnego w tym segmencie.
Niestety, pewnych zdarzeń nie sposób przewidzieć. Tragiczne wydarzenia z 11 września 2001 r. doprowadziły do spadku wartości aktywów ubezpieczeniowych funduszu, ponieważ wiązały się z koniecznością wypłat ogromnych odszkodowań. Firmy ubezpieczeniowe należące do Berkshire Hathaway (m.in. General Re, Geico) wygenerowały przeszło 2 mld USD straty. W następstwie tych nieprzewidzianych zdarzeń wartość księgowa aktywów funduszu zmalała po raz pierwszy od rozpoczęcia inwestycji w 1965 r. Mimo to po raz kolejny Berkshire okazał się lepszy niż rynek giełdowy. Indeks S&P 500 zanotował większy spadek wartości niż aktywa netto funduszu.