Choć czwartkowe notowania przebiegały zdecydowanie pod dyktando sprzedających, nie zmieniły średnioterminowej sytuacji w segmencie spółek o największej kapitalizacji. Rynek od trzech miesięcy znajduje się w łagodnym trendzie rosnącym, choć fakt zachodzenia lokalnych dołków na poprzedzające je szczyty pozwala określić ten okres mianem trendu bocznego. Bez względu na to, jak nazwiemy panujący od końca listopada trend, kluczowe znaczenie dla rozwoju wydarzeń w dłuższym terminie ma styczniowa luka hossy w przedziale 1177-1196 pkt. Jej duże rozmiary są dla podaży nie lada wyzwaniem. Przebieg ostatnich notowań sugeruje, że w najbliższym czasie sprzedający podejmą jeszcze jedną próbę jej zamknięcia. Przemawiają za tym dwa fakty. Po pierwsze, na wykresie powstało okno bessy pomiędzy 1224 i 1232 pkt., które teraz będzie zagradzać drogę w kierunku grudniowego maksimum przy 1256 pkt. Po drugie, zostało przełamane wsparcie w postaci szczytu z 7 stycznia przy 1224 pkt. Wraz z utworzoną przez 60-min MACD negatywną dywergencją to wystarczający powód do pesymizmu. Warto przypomnieć, że właśnie taka negatywna dywergencja od 3 miesięcy trafnie wyznacza istotne punkty zwrotne. O ile nie ma ona znaczenia dla rozwoju sytuacji w dłuższym terminie, to w perspektywie kolejnych sesji zwiastuje pogorszenie nastrojów.
W dalszym ciągu niepokojąco wyglądają dzienny RSI i MACD. Pierwszy ze wskaźników pozostaje poniżej przełamanej linii kilkumiesięcznej tendencji rosnącej, sugerując, że mamy do czynienia z ruchem powrotnym. Drugi nie może wyraźnie oddalić się od swojej średniej, co wskazuje na słabość strony popytowej i niewielki potencjał wzrostowy.
Na podstawie tych czynników nie można postawić jednoznacznej średniookresowej prognozy. Z tym trzeba poczekać do chwili zamknięcia poniżej 1177 pkt. To potwierdzi, że od początku grudnia indeks znajduje się w trendzie zniżkowym. Dopóki WIG20 przebywa ponad 1177 pkt., byki mają szansę podjąć próbę przebicia szczytu przy 1256 pkt.