Faworyzowany na początku roku scenariusz wyrysowania drugiego ramienia formacji głowy z ramionami porzuciłem już w zeszłym tygodniu. Rynki przestały reagować na negatywne informacje, a luka hossy została skutecznie obroniona. Wsparcie podobnie ocalały na rynku amerykańskim, uratowane przez pakiet Busha. Wszystko to w najkrótszym terminie nie pozwala stawiać jednoznacznych prognoz, tym bardziej, że rynkiem zaczęły kierować głównie emocje, zwiększając tym samym zakres wahań. Dodatkowe zamieszanie wprowadza lawina wyników amerykańskich spółek.

Obecnie można zastanawiać się nad kilkoma scenariuszami. Wczorajsza spadkowa sesja wywołała na pewno u wielu inwestorów obawy o rysowanie podwójnego szczytu. Według tego scenariusza już spadek poniżej 1150 pkt. sygnalizować powinien konieczność testowania zeszłorocznych dołków. Tylko skoro uznajemy, że na ostatnich sesjach testowaliśmy grudniowy szczyt (1265 pkt.), to równie dobrze po połączeniu wierzchołków możemy rysować trójkąt zwyżkujący, którego dolną linię stanowi wspominana wcześniej linia szyi formacji głowy z ramionami. Formacja taka interpretowana jest jednoznacznie jako charakterystyczna dla rynku byka, niezależnie czy zapowiada kontynuację wzrostów, czy odwracanie trendu spadkowego. W przypadku wybicia już ponad ostatnie szczyty analiza techniczna pozwalałaby prognozować zasięg wzrostu podobny do wcześniejszego spadkowego scenariusza.

Oba przypadki pokazują diametralnie inny obraz rynku, a odległość kontraktów od poziomu generującego sygnał wcale nie jest tak znacząca. Jeśli chodzi o moją opinię, to nie widziałem i dalej nie widzę podstaw pod tak duże dalsze wzrosty. To czemu wspominam o trójkącie? Bo na giełdzie nie tylko chodzi o to, by mieć rację, ale by czasem też na niej zarobić.