Nie do końca jest jasne, dlaczego spekulacje na temat fuzji pojawiły się właśnie teraz. Niektórzy obserwatorzy mówią, że jasno pokazuje to, iż żadna z giełd nie ma pomysłu na przyszłość. W związku ze słabymi wynikami gospodarki niemieckiej oraz również niewesołymi danymi o produkcji i konsumpcji brytyjskiej, giełdy rozpaczliwie poszukują jakichś nowych czynników, mogących przyczynić się do poprawy ich kondycji finansowej.

Nie brakuje głosów, że taka fuzja jest bardzo prawdopodobna. Wraz z pogłoskami o złożeniu przez Deutsche Börse propozycji kupna LSE po 420 pensów za akcję (walory LSE notowane są teraz po 350 pensów), podkreślano zaangażowanie frankfurckiej giełdy w lukratywny amerykański rynek derywatów. Deutsche Börse zarządza i jest współwłaścicielką Eureksu - największej na świecie giełdy instrumentów pochodnych, która właśnie planuje uruchomić samodzielną działalność za Atlantykiem. Ponadto alians DB z LSE powołałby do życia najpotężniejszego gracza w naszej strefie czasowej, który odsunąłby w cień największego rywala obu parkietów - Euronext.

Jednak bycie największym ściąga na siebie uwagę. Johannes Thormann, analityk z WestLB, uważa, iż podobna fuzja byłaby pod baczną obserwacją Komisji Europejskiej. - Nie wierzymy w połączenie obu giełd, gdyż udział nowego podmiotu w europejskim sektorze giełdowym wynosiłby 56%. To z pewnością byłoby przedmiotem zaniepokojenia ze strony UE, a władze antymonopolowe mogłyby zablokować umowę - stwierdził J. Thormann.

Spekulacjom ostatnich dni towarzyszyło grobowe milczenie obu giełd. "Nie komentujemy giełdowych pogłosek" - brzmiały identyczne oświadczenia rzeczników prasowych zarówno nad Tamizą, jak i nad Renem.