Bieżący tydzień na Giełdzie Energii ustabilizował średnioważone ceny na poziomie 110-112 zł. Sprzedający dostają za swoją energię o 8 zł mniej niż przed tygodniem i o 12 zł mniej niż dwa tygodnie temu. W dolinie nocnej wróciły ceny dużo niższe niż 100 zł, wskazując na duże przekontraktowanie. Obroty jednak ciągle pozostają na poziomie ok. 9000 MWh, więc giełda bez względu na aurę zarabia swoje. Biorąc pod uwagę raporty publikowane przez giełdę, a w szczególności procentowy udział w obrocie, uznać należy spółki dystrybucyjne za głównych uczestników transakcji. Oznacza to, że giełda stała się ważnym instrumentem bilansowania zakładów energetycznych.

W zależności od pogody część popytowa przechodzi do ofert podażowych. W takich sytuacjach wytwórcy tylko w niewielkim stopniu uczestniczą w transakcjach. Część być może korzysta z niskich cen redukując swoją pozycję zakupami. To tłumaczyłoby stabilność obrotów. Mając na względzie nadwyżkę mocy w systemie, wielu wytwórcom opłacałoby się sprzedawać swoje wolne moce nawet po obecnych cenach. Jednak dobowe ceny niższe niż w kontraktach miesięcznych (ok. 120 zł/MWh, włączając w to soboty i niedziele) są dla nich na dłuższą metę nie do zaakceptowania. Tym bardziej że wytwórcy za mniejszą sprzedaż nic nie tracą na rynku bilansującym.