Przychody z prywatyzacji osiągnęły w ub.r. zaledwie 33% zakładanego wcześniej poziomu. Skoro tak, to pojawiła się potrzeba załatania dziury. Wobec czego "dodrukowano" kolejne porcje papierowego długu. W efekcie, plan emisji bonów skarbowych przekroczono niemal o 37% (wykonanie - 136,6% planu). Emisja obligacji była niemal o 7% wyższa od założonej (106,6% planu). To wszystko oznacza, że budżet zaabsorbował kolejne porcje gotówki z portfeli banków i inwestorów indywidualnych, zmniejszając kapitał, z którego potencjalnie mogłyby korzystać firmy i kredytobiorcy prywatni. Jednym słowem - państwo znowu kontynuowało szkodliwy proces wypychania emitentów i kredytobiorców prywatnych z rynku. Przy okazji zwiększając problem długu publicznego.

W kontekście tych mało chwalebnych liczb, dobrze stało się, że po raz kolejny usłyszeliśmy zapewnienia, iż trwają prace nad reformą finansów publicznych. I że dowiemy się o założeniach tej reformy stosunkowo niedługo (w perspektywie kilku miesięcy). Opublikowana wczoraj budżetowa statystyka pokazuje, że głębokie zmiany są niezbędne. Unikanie trudnych decyzji (bo takimi będą REALNE decyzje dotyczące "odsztywnienia" strony wydatkowo-socjalnej budżetu) będzie tylko pogarszało sytuację. Trzymajmy więc kciuki za prawdziwe zmiany. Prawdziwe, czyli niepopularne i nie polegające na zabiegach statystycznych. Kciuki trzeba trzymać bardzo, bardzo mocno, bo atmosfera polityczna i populistyczne pohukiwania na pewno mogą przeszkodzić w przekonywaniu do zdroworozsądkowych, strategicznych rozwiązań.

Powyższy tekst jest wyrazem osobistej wiedzy i poglądów autora i nie może być inaczej interpretowany. Dane na podstawie tabeli prezentowanej przez agencję Reutersa.