Na początku roku założyłem się ze znajomym o to, czy wystąpi efekt stycznia, czy nie. Powątpiewałem w to między innymi ze względu na napiętą sytuację geopolityczną. Kolega twierdził, że historyczne uwarunkowania spowodują, że rynek ruszy do góry (efekt był w zeszłym roku, to będzie i w tym). Nie będę przytaczał szczegółów rozmowy, gdyż zapewne większość z państwa prowadziła podobne dysputy, ale zaznaczę, że zwycięzca pod koniec miesiąca miał uzasadnić, czemu indeks zachował się tak, a nie inaczej. Ponieważ na razie wszystko wskazuje na to, że ja wygram, rozpocząłem poszukiwania. W efekcie... odkryłem spisek. Być może nie jestem oryginalny, bo afer, przekrętów i tym podobnych rzeczy jest wokół nas coraz więcej, ale może zostanę uhonorowany za niekonwencjonalność. Spisek jest tak naprawdę "podspiskiem" i powstał w tych samych kręgach, które chciały wprowadzić biopaliwa. Celem tej tajemniczej grupy było niedopuszczenie do zaistnienia efektu stycznia na giełdzie.
Aby to wyjaśnić, wytłumaczę, skąd w ogóle bierze się efekt stycznia. Koniunktura giełdowa w ujęciu rocznym jest pochodną cyklu rolnego. Uzależnienie to wywodzi się jeszcze z XIX w. ze Stanów Zjednoczonych. Gdy na jesieni w stanach środkowych nadchodził czas zbiorów, pieniądze odpływały z Wall Street i były transferowane w głąb kraju w celu pokrycia zobowiązań za dostawy. Indeks wówczas tracił kolejne punkty (z tego powodu październik jest tak słabym miesiącem dla akcji) aż do momentu, gdy mniej więcej w styczniu pieniądze wracały na rynek, a ten w konsekwencji rósł.
O tej zależności dowiedzieli się posłowie, którzy od dłuższego czasu szukają pieniędzy na rozbudowę infrastruktury (czy to przez winiety, czy przez zamach na nasze pieniądze w OFE) i postanowili sprawdzić teorię w praktyce. Ponieważ pozyskanie pieniędzy z winiet "złośliwie" utrudnia komisja sejmowa i prawnicy, jedynym wyjściem pozostał kolejny skok na OFE. Z uwagi na to, że zarządzający jakoś nie palą się do kupowania niesamowicie korzystnych instrumentów finansowych, jakimi niewątpliwie są materiały służące do budowy dróg, posłowie postanowili zastosować perswazję negatywną. Nie chcecie budować autostrad? To na giełdzie też nie zarobicie! Postanowili zepsuć nam rynek i... udało im się. W jaki sposób? Mianowicie, gdy do Sejmu trafił rządowy projekt ustawy o biopaliwach, zwiększyli minimalny poziom etanolu pod pretekstem, że więcej "procentów" to więcej miejsc pracy. Tak naprawdę chodziło o to, aby przez podniesienie cen odciągnąć pieniądze z rynku. Zarówno inwestorzy indywidualni, którzy już odkładali pieniądze do skarbonki, aby mieć za co dojechać do POK-u, jak i zarządzający, którzy poszli w ślady właściciela Bartimpeksu i zaczęli zbierać kapitał na założenie plantacji rzepaku, zostali skutecznie powstrzymani przed zwiększeniem zaangażowania na giełdzie.
Konsekwencje tej zmowy znamy. Jak potoczyły się losy samych spiskowców? Fakt zawetowania ustawy o biopaliwach nie stanowi problemu, bo przecież była tylko przykrywką, ale złośliwych posłów spotkała zasłużona kara. Komisja Europejska wstępnie zgodziła się na uznanie funduszy zgromadzonych w OFE za element finansów publicznych. Ponieważ OFE zarobiły mniej, również deficyt zmniejszy się w bardziej ograniczonym stopniu. Na szczęście oliwa, a raczej rzepak okazał się sprawiedliwy...
Celem tajemniczej grupy było