Coraz ciężej w dzisiejszych czasach być optymistą obserwując zachowanie naszej giełdy. Jeżeli ktoś jeszcze na swoje nieszczęście obserwuje giełdy zachodnie, szczególnie regularną bessę na niemieckiej Xetrze, to nie może nic pozytywnego powiedzieć o najbliższej przyszłości na warszawskiej giełdzie. Jednak nie tracę nadziei, że najgorsze jest za nami (a może się tylko łudzę).

Faktycznie, ostatnie zachowanie naszych indeksów nie wygląda optymistycznie. Po dwóch-trzech sesjach spadku przy rosnących z sesji na sesję obrotach, a następnie mocnemu czwartkowemu odbiciu, wygląda to na wychodzenie z rynku dużych inwestorów. Trzy sesje sprzedają akcję, małym nakładem środków podciągają kursy, by potem dalej wyprzedawać. Za sprzedane akcje kupują walutę przez co złoty wyraźnie traci na wartości. Na domiar złego przy poziomach WIG20 około 1200 pkt. ktoś duży sprzedawał kontrakty na tenże indeks, a liczba otwartych pozycji na zniżce zwiększała się. Konsekwencją tego powinna być dalsza przecena akcji. Ten scenariusz jest tak prosty, że aż nieprawdopodobny.

Początkowa niechęć do pozbywania się na piątkowej sesji akcji na niższych poziomach cenowych przerodziła się w wielką wyprzedaż, powodując spadek indeksu WIG20 poniżej 1150 pkt. Z zakupami dużych spółek wstrzymałbym się do momentu uspokojenia się rynku, a swoją uwagę skupiłbym na spółkach średnich, o dobrych perspektywach na przyszłość. Przypomnę o mojej złotej zasadzie, by na rynku być kameleonem i odpowiednio się dopasować do sytuacji. Na razie mamy zły czas na kupno akcji z WIG20.

Jest źle, wszyscy piszą źle o giełdzie, optymistów nie widać, więc koniec spadków jest tak naprawdę blisko.