Pierwsza sesja w tym tygodniu przyniosła kontynuację trendu spadkowego. Piątkowa świeca o czarnym długim korpusie przełamała dno z połowy grudnia, co wskazywało, że podaż ma się całkiem dobrze i nie zamierza odpuszczać. Poniedziałkowa luka bessy sugeruje, że apetyty niedźwiedzi są jeszcze większe. Indeks spółek o największej kapitalizacji coraz bardziej oddala się od średnich kroczących. Na ostatnich sesjach doszło do wybicia się z trendu horyzontalnego i WIG20 wszedł w krótkoterminowy trend spadkowy. Pocieszające dla posiadaczy akcji krajowych blue chipów jest to, że indeks wczoraj zatrzymał się w okolicach luki hossy z połowy października ubiegłego roku.
Niestety, to zbyt mało, aby oczekiwać rychłego odwrotu wyprzedających akcje. Luka ta stanowi jedynie poziom, na którym na chwilę rynek uspokoi się, a być może nawet nieznacznie odreaguje dotychczasowe spadki. Będzie swoistą pułapką, na którą złapią się mniej wytrawni inwestorzy. Kupowanie akcji na niewielkim wzroście przy takiej przewadze podaży jest ryzykownym zajęciem. Tym bardziej że podstawowe wskaźniki nie zachęcają do angażowania się w walory firm z WIG20.
Zbliża się koniec miesiąca, w którym z reguły mamy do czynienia z tzw. efektem stycznia. Niestety, tym razem wygląda na to, że z efektu zrobił się defekt, choć pozostało jeszcze kilka sesji i nie należy niczego przesądzać. Zasadniczo wzrosty pod tzw. efekt stycznia występują w pierwszych dwóch tygodniach, po czym rynek słabnie. Tak rzeczywiście było w tym roku. Luty jest statystycznie o wiele gorszym miesiącem. Przełamanie grudniowego i listopadowego minimum otwiera nie-dźwiedziom szerokie pole do popisu.
Najistotniejszym wsparciem w perspektywie średnioterminowej są dna z jesieni 2002 roku. W okolicach 1000 pkt. rynek na przełomie lata i jesieni kształtował lokalne dno, z którego rozpoczęło się ożywienie. Taka sytuacja nakazuje uważne obserwowanie indeksu dopiero 10% poniżej obecnego poziomu i ewentualne kupowanie akcji.