Największy problem mają teraz nie byki, ale analityk, który ma napisać prognozę zachowania rynku na kolejne 24 godziny. Wystarczy spojrzeć na wczorajszą sesję choćby na wiernie naśladowanym rynku niemieckim. Najpierw DAX zanotował spadek przekraczający 100 pkt., a później jedynie na podstawie plotek (m.in. interwencja Fed na rynku walutowym, podporządkowanie się Saddama etc.) całą tę stratę odrobił. Przy tak zmiennych nastrojach mówienie o zachowaniu giełd z dnia na dzień bardziej przypomina hazard. Teraz już trzeba reagować, a nie prognozować.

Skoro rynkami zaczęły rządzić emocje, to warto zerknąć na analizę techniczną. Ogólny obraz, od spółek począwszy, a na światowych indeksach skończywszy, zachęca do pozbycia się papierów, czego zresztą wyrazem była wyprzedaż w pierwszej części sesji. Później kontrakty znalazły dno na 1194 pkt. i dwukrotne przetestowanie tego poziomu wyrzeźbiło intraday ulubioną formację rozpoczynającą odbicie - podwójne dno. Analogiczny ruch wykonał indeks (październikowa luka hossy pozostała nie zakryta) i po wyjściu nad linię szyi mieliśmy realizację zasięgu wzrostu.

Taka końcówka na pewno rozbudziła wyobraźnię techników, którzy na dziennych świeczkach widzą już ewentualny wtorkowy wzrost, tworzący formacje gwiazdy porannej (odwrócenia bessy). To równocześnie pozwoliłoby traktować wczorajszą lukę bessy jako lukę wyczerpania. Na razie to tylko hipoteza (!), która może pozostać równie nieudana, jak próba zatrzymania spadku na 1135 pkt. Zadecyduje o tym reakcja USA na raport ONZ, który ma szansę być dla rynku swoistym katharsis. Nowe minimum to sygnał dalszych spadków (docelowo dla indeksu 1060 pkt.), zamknięcie luki bessy przyniesie odreagowanie.