Nie tylko w Warszawie doszło do zmiany trendu w minionym tygodniu. W dół z konsolidacji wybił się w także amerykański indeks S&P 500, co oznacza, że tendencja krótkoterminowa na amerykańskim rynku akcji ma kierunek spadkowy. Na razie nie ma powodów do nadmiernego pesymizmu. Wszystko rozgrywa się w ramach średnioterminowego trendu bocznego, w którym S&P 500 znajduje się od lipca zeszłego roku. Spadek może zostać powstrzymany już w okolicach 800 punktów, gdzie znajduje się dolne ograniczenie tej tendencji. Przeciw takiemu scenariuszowi przemawia prosta analiza, oparta o teorię fal Elliotta. Victor Sperandeo, autor znanej na naszym rynku książki "Trader VIC", przyznaje, że jednym z wykorzystywanych przez niego schematów jest prosta korekta płaska A-B-C, po której rynek wraca do wcześniejszego trendu. W taką właśnie, podzieloną na trzy części korektę płaską, układa się ostatnie 6 miesięcy na wykresie S&P 500. To skłania do podejrzeń, że wybicie z konsolidacji w dół jest zarazem powrotem do bessy, równoznacznym ze spadkiem poniżej dna z października zeszłego roku (776 pkt.). Ewentualną poprawę koniunktury na najbliższych sesjach będzie można interpretować jako ruch powrotny. Ograniczeniem dla niego jest poziom 875 pkt.
Do wybicia w dół z formacji podwójnego szczytu nie doszło jeszcze na wykresie Nasdaq Composite. Indeks wciąż znajduje się ponad wsparciem na 1335 pkt. Odmienna sytuacja techniczna amerykańskich indeksów może być wytłumaczeniem obserwowanej na naszej giełdzie relatywnej przewagi sektora informatycznego nad branżą bankową. Przewaga ta skończy się, kiedy i Nasdaq Composite wybije się z konsolidacji.
Bessie przewodzą giełdy europejskie. Na zamknięcie zeszłego tygodnia najniższą wartość od ponad 7 lat miał londyński FT-SE 100. W jego ślady podążają indeksy giełd we Frankfurcie i Paryżu. DAX na wczorajszej sesji "otarł się" już o dno z października zeszłego roku i trudno jest przypuszczać, żeby zdołał się ponad tą barierą utrzymać.