Początek tygodnia przyniósł niewielką poprawę technicznego obrazu kontraktów na WIG20. Już w poniedziałek dotarły one do wsparcia na poziomie luki hossy z 15 października. W tym miejscu powstała świeca z długim dolnym knotem. Jednocześnie nastąpił wyraźny wzrost obrotów. Oznacza to, że silna podaż natrafiła na równie silny popyt w okolicach wspomnianej luki. Wtorkowa świeca ma dość podobny kształt, a znacznie mniejszy zakres zmian oraz spadek obrotów obrazują pewne uspokojenie. Taka sytuacja po znacznym i dynamicznym spadku wygląda jak wstęp do nieco większej korekty. Jej potencjalny zasięg wyznaczają dwa najbliższe opory, czyli poniedziałkowa luka bessy w okolicach 1133 pkt. oraz połowa piątkowej długiej czarnej świecy (około 1152 pkt.). W tym przedziale znajduje się też linia trendu spadkowego, biegnąca przez lokalne szczyty z 15 i 23 stycznia.
Na dłuższą metę nie widać jednak sygnałów zapowiadających zakończenie spadków. Właściwie dopiero w piątek nastąpiło wybicie dołem z formacji głowy z ramionami, można więc powiedzieć, że trend spadkowy dopiero wtedy naprawdę się zaczął. Minimalny zasięg spadków, wynikający z tej formacji, to około 1040-1050 pkt. To z kolei oznaczałoby zabranie z jesiennych wzrostów tak dużo, że prawdopodobnie nastąpiłoby testowanie październikowego dołka (1018 pkt.). Oczywiście, po drodze znajduje się kilka wsparć, jak na przykład luka hossy w okolicach 1070 pkt., mogących wywołać jakieś zawirowania, ale raczej za słabych, by spowodować zmianę trendu. Kontynuacja spadków wynika także z zachowania wskaźników. RSI i MACD znajdują się w silnych trendach spadkowych i nie wykazują pozytywnych dywergencji, które oznaczałyby zmniejszanie dynamiki spadków. To samo widać zresztą "gołym okiem" choćby po długości piątkowej świecy.