Reklama

Szybki rozwój detalu

Stagnacja w polskiej gospodarce nie zahamowała rozwoju bankowości detalicznej w 2002 roku. W sektorze obserwowano przyrost nowych kont osobistych, kart płatniczych oraz rozwój bankowości elektronicznej. Specjaliści przewidują szybki rozwój tego segmentu rynku także w tym roku.

Publikacja: 30.01.2003 09:13

Na koniec ubiegłego roku banki prowadziły około 13,3 mln rachunków osobistych. W porównaniu z 2001 rokiem oznacza to wzrost prawie o 10%. Najlepszy wynik osiągnął Lukas Bank, który zwiększył liczbę kont o 37%. Wśród dużych banków największy przyrost zanotował Kredyt Bank (17%). Wyprzedził pod tym względem BZ WBK i Pekao SA.

W sumie banki komercyjne zwiększyły liczbę kont o około 1,2 mln sztuk. Nominalnie najwięcej pozyskał PKO BP, trzeba jednak dodać, że spółka ta w dużej mierze osiągnęła taki wynik, przejmując internetowe Inteligo. Drugi był Pekao SA (270 tys.).

Największą dynamikę wzrostu liczby rachunków tradycyjnie zanotowały banki internetowe mBank i Inteligo. Oba podmioty osiągnęły około 200-proc. wzrost liczby klientów.

W sumie w Polsce przez internet kontaktuje się z bankami ponad 1,1 mln klientów. Największą ich liczbę nadal obsługują mBank i Inteligo. Wdrożenie w zeszłym roku w Kredyt Banku i BPH PBK scentralizowanych systemów informatycznych może przynieść dalszy dynamiczny wzrost liczby klientów, korzystających z internetu. Bankowość elektroniczna jest w ich przypadku dodatkowym kanałem dystrybucji. Wystarczy mieć rachunek osobisty, aby po otrzymaniu haseł zabezpieczających oraz aktywacji można było kontaktować się z bankiem poprzez internet. Dotychczas dzięki temu duży wzrost liczby osób korzystających z tej drogi dostępu do konta notował m.in. BZ WBK. Obecnie na etapie wdrażania scentralizowanego systemu informatycznego jest Pekao SA.

Według bankowców, dynamika przyrostu nowych kont będzie mniejsza niż w przeszłości. Według Jacka Marcinowskiego, członka zarządu BZ WBK, szacuje się, że około 50% Polaków nie korzysta jeszcze z usług bankowych. Zaznacza on jednak, że są to głównie osoby mniej zamożne niż klienci posiadający już rachunki.

Reklama
Reklama

- Dotychczas wszystkie instytucje finansowe stawiały sobie jako pierwszoplanowy cel w swoich strategiach pozyskanie jak największej liczby osób zamożnych. To sprawia, że rynek ten jest już podzielony. Teraz wyzwaniem dla banków jest przyciągnięcie klientów o najniższych dochodach - twierdzi.

Banki zamykają placówki

W zeszłym roku po raz pierwszy od zmian ustrojowo-gospodarczych w Polsce obserwowano na taką skalę zamykanie placówek bankowych. BPH PBK, Millennium (dawny BIG-BG) oraz BGŻ zamknęły w sumie około 90 jednostek. Były to banki, którym ubyło najwięcej oddziałów. Inne banki, w tym m.in. Raiffeisen, Pekao, BRE, BISE, w sumie otworzyły blisko 70 placówek.

- Słabszy niż w zeszłych latach wzrost liczby palcówek wynika z zahamowania inwestycji z powodu stagnacji gospodarczej, która negatywnie odbija się na wynikach finansowych banków. Ta sytuacja wymusza również dążenie do obniżki kosztów - mówi Jacek Marcinowski, członek zarządu BZ WBK. W efekcie każda jednostka sieci banku jest oceniana pod względem osiąganych dochodów. Jeśli nie są one wystarczające, to wówczas podejmowane są decyzje o jej zamknięciu lub zmianie lokalizacji. - Mimo że namawiamy klientów do korzystania z bankowości elektronicznej, to nie będziemy rezygnować z rozwoju sieci placówek - dodaje J. Marcinowski.

Sławomir Lachowski, członek zarządu BRE, wyjaśnia, że choć obecnie silnym trendem jest rozwój bankowości elektronicznej, to banki w Polsce w porównaniu z Europą Zachodnią posiadają jeszcze za mało placówek w porównaniu z liczbą mieszkańców. - W związku z tym nie należy oczekiwać spadku liczby oddziałów. Banki czasami decydują się na zamykanie niektórych placówek, ale dotyczy to głównie jednostek nieefektywnych - twierdzi. Obecnie docelowym modelem w bankowości detalicznej jest budowanie małych placówek tzw. McBanków. Dzięki temu można ograniczyć koszty działania. Bankowcy uważają jednak, że rozwój sieci nie będzie już tak dynamiczny, jak w ubiegłych latach.Rośnie liczba bankomatów

W parze z rozwojem bankowości elektronicznej szedł wzrost liczby bankomatów. Na koniec ub.r. ich liczba wzrosła do około 7 tys. sztuk. W porównaniu z 2001 rokiem oznacza to wzrost o prawie 9%. Liderami na tym rynku są: PKO BP dysponujące 1700 urządzeniami, Pekao SA - 1117 oraz niezależna sieć Euronet - 896.

Reklama
Reklama

W zeszłym roku istotnym wydarzeniem było podpisanie przez Pekao SA, PKO BP oraz BPH PBK umów z Euronetem, na podstawie których klienci tych banków będą mogli bezpłatnie korzystać z jego bankomatów. W 2003 roku można się spodziewać, że podobne kroki mogą podjąć również inne banki. Zdaniem S. Lachowskiego, nie można wykluczyć, że w ciągu najbliższych miesięcy dojdzie do zawarcia przez część banków porozumień, których efektem będzie zaoferowanie klientom bezpłatnego korzystania z sieci bankomatów, należących do różnych podmiotów.

W Polsce, w przeciwieństwie do rynku niemieckiego czy Stanów Zjednoczonych, banki nie zdecydowały się na takie rozwiązanie. W Wielkiej Brytanii najwięksi konkurenci na rynku (m.in. Natwest, Barclays) są uczestnikami porozumienia z firmą Link, która zajmuje się rozliczaniem transakcji dokonywanych przy użyciu kart (działa tak jak polski PolCard). W USA dominują na rynku niezależne sieci bankomatów. Niektóre z nich mają więcej urządzeń niż duże banki detaliczne. Do największych należą: Concord, First Data, Total System Services czy Efunds. Firmy te działają podobnie jak Euronet w Polsce.

Polskie banki kilka lat temu zawarły natomiast umowę, na podstawie której płacą sobie nawzajem prowizje za transakcje dokonywane przez klientów konkurencji. Opłatami tymi są także obciążani klienci. Zwykle wynoszą one 3,5-4 zł za jedną transakcję. Czasami jest to procent (np. 3%) od wartości takiej operacji.

Karty produktem

strategicznym

Na koniec ub.r. w Polsce klienci banków posiadali około 16 mln kart płatniczych, co oznacza 30-proc. wzrost w porównaniu z 2001 rokiem. W większości źródłem wzrostu były karty debetowe, takie jak Visa Elektron i Maestro, które są ściśle powiązane z kontem. Oznacza to, że za ich pomocą można wydać jedynie tyle pieniędzy, ile jest na rachunku.

Reklama
Reklama

W zeszłym roku coraz więcej banków w Polsce zaczęło emitować karty kredytowe. Według W. Nowaka, są one produktem strategicznym. Oczekuje on, że ich liczba będzie dynamicznie rosła.

Dotychczas najwięcej ich wydał Citibank (426 tys.), za nim jest BZ WBK (ponad 102 tys.). Karty kredytowe wydają też: Millennium, Pekao SA, Raiffeisen Bank Polska, Lukas Bank, BPH PBK, ING BSK, Multibank oraz PKO BP. Obecnie wprowadza ją na rynek także Kredyt Bank.

Choć karty kredytowe nadal stanowią znikomy procent rynku plastikowych pieniędzy, bo wydano ich około 700 tys., to banki wiążą z nimi wiele nadziei. Przynoszą one większy od innych dochód. Ich cena jest wyższa niż kart z odroczoną płatnością (charge) oraz debetowych, które często są za darmo dodawane do konta. Za zwykłą kartę kredytową trzeba zapłacić około 60-80 zł. Poza opłatą bank zarabia także na kredycie, jaki zaciągają klienci. Jest on znacznie wyżej oprocentowany od kredytów konsumpcyjnych. Oprocentowanie wynosi od około 20% do ponad 37%. Zdaniem S. Lachowskiego, w tym roku można spodziewać się jego spadku. Ocenia on jednak, że nadal będzie ono relatywnie wysokie. Według niego, przykładem tego jest rynek brytyjski, na którym oprocentowanie kredytu na karcie wynosi około 20%.

Największy dochód bankom przynoszą jednak prowizje, jakie płacą sklepy za transakcje przeprowadzane kartami kredytowymi. Zwykle wynoszą one od 2 do 5%. Opłata ta jest dzielona między centrum rozliczające transakcje (np. PolCard czy CKC Pekao), bank - wydawcę karty, oraz system płatniczy (np. Visa, EuroCard/MasterCard).

Według szacunków Związku Bankow Polskich, do 2005 roku liczba kart płatniczych osiągnie w Polsce poziom 33 mln sztuk. - Na rynku detalicznym ten rok upłynie pod znakiem poprawy sprzedaży produktów bankowych. Takie działania są rezultatem stagnacji w polskiej gospodarce w zeszłym roku oraz spadku stóp procentowych, co doprowadziło w sektorze do obniżki marży odsetkowej. To sprawia, że banki, oprócz produktów typowo bankowych, chcą zwiększyć sprzedaż ubezpieczeń, jednostek funduszy inwestycyjnych oraz leasingu - mówi Waldemar Nowak, wiceprezes Kredyt Banku. Jego zdaniem, należy się spodziewać, że banki dążąc do tego będą kłaść duży nacisk na poprawę obsługi. Z drugiej strony, będą przeprowadzać bardziej zaawansowaną segmentację, co pozwoli lepiej poznać potrzeby klientów i zaoferować im odpowiednie produkty. Wiceprezes Kredyt Banku spodziewa się, że nadal dynamicznie będzie rozwijał się rynek kredytów ratalnych i mieszkaniowych. Według niego, na rynku zaczną na szerszą skalę pojawiać się nowe produkty, takie jak plany finansowe, które umożliwiają zgromadzenie wszystkich zobowiązań w ramach jednego kredytu zabezpieczonego hipoteką na nieruchomości.

Reklama
Reklama

Zdaniem Sławomira Lachowskiego, członka zarządu BRE i twórcy mBanku, w tym roku banki będą chciały przyciągnąć klientów, oferując im bardziej zyskowne od depozytów sposoby inwestowania. - Przykładem takim może być internetowy market finansowy, w którym będzie można kupić jednostki różnych funduszy inwestycyjnych, również tych, które nie znajdują się w grupie kapitałowej oferującego je banku. Dzięki temu klient będzie miał możliwość wyboru. Model taki z powodzeniem funkcjonuje od lat w Stanach Zjednoczonych - wyjaśnia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama