Stocznia Szczecińska Nowa podpisała kontrakt na budowę kolejnych 4 statków dla armatora holenderskiego. Aktualnie w portfelu zamówień szczecińskiego przedsiębiorstwa jest jeszcze osiem innych jednostek dla armatorów z Norwegii i Niemiec. Łącznie przedsiębiorstwo zamierza sprzedać w tym roku kilkanaście statków za ponad 300 mln USD. Z kolei Stocznia Gdynia sprzeda w tym roku prawdopodobnie 15 jednostek za ponad pół miliarda dolarów.
To oznacza, że choć koniunktura gospodarcza na świecie nie jest najlepsza, popyt na polskie statki jest duży. Skąd się zatem biorą problemy finansowe stoczni i czy jest szansa na to, aby w tym roku się skończyły? - Kłopoty polskich stoczni nigdy nie wiązały się z popytem, ale raczej z kosztami - mówi Grzegorz Zawada, analityk domu maklerskiego Erste Securities. Stoczniom doskwiera wysoki koszt kapitału potrzebnego do budowy statków i mocny złoty. Zdaniem G. Zawady, jeżeli nie będzie jakichś nadzwyczajnych wydarzeń, które mogłyby wpłynąć na zmniejszenie zamówień ze strony armatorów (np. przedłużająca się wojna w Iraku), a polski rząd będzie nadal wspierał stocznie, co ułatwi im dostęp do kapitału, mają one szanse, aby rok 2003 zaliczyć do udanych.
Również Robert Sobieraj z Banku Handlowego dobrze ocenia perspektywy stoczni, ale widzi także pewne zagrożenia. - Stocznie mają zamówienia, ale żeby sprzedać statki, muszą mieć najpierw pieniądze, za które je zbudują. Ubiegłoroczne kłopoty polskich producentów wzięły się właśnie ze zmniejszenia zaangażowania banków w ten przemysł oraz wysokiego kursu polskiej waluty - uważa R. Sobieraj. Również w jego opinii dużo zależy od władz. - Ostatnie informacje o możliwym ogłoszeniu upadłości przedsiębiorstwa z Gdyni traktowałbym raczej w kategoriach plotki. Rząd by na to nie pozwolił - mówi analityk Banku Handlowego.
Zdaniem specjalistów, w 2003 roku banki mogą liczyć na stopniowe zamykanie rezerw utworzonych na kredyty udzielone stoczniom. - W miarę oddawania armatorom kolejnych jednostek banki będą zamykać rezerwy. Nie widzę w tej kwestii jakichś większych zagrożeń - mówi G. Zawada.