Wtorkowa sesja zwieńczyła kilkudniową wzrostową korektę. Obrót zanotowany na sesji piątkowej i poniedziałkowej był tak niski, że wiarygodność zwyżki była praktycznie zerowa. Na dodatek zatrzymała się ona na poziomie pierwszego lepszego oporu (aczkolwiek silnego), wyznaczonego przez dno świecy z 24 stycznia i lukę bessy, jaka powstała dzień później.

Oczywiście, również i wtorkowy obrót nie rzucił na kolana, jednak był istotnie większy niż na dwóch poprzednich sesjach. Świeca, jaka powstała na wykresie bezwzględnie przypomniała, jaki jest obecny trend rynkowy. Na dodatek, w cenie zamknięcia nie udało się obronić luki hossy sprzed dwóch dni, co tylko potwierdziło aktualną słabość rynku. Indeks WIG20 balansuje jeszcze na granicy 62-proc. zniesienia impulsu wzrostowego, zapoczątkowanego w październiku 2002 roku. Aby mieć pewność co do jego przełamania, warto zastosować 3-procentowy filtr, co wiązałoby się z pogłębieniem lokalnego dna z ostatniej środy.

Wskaźniki techniczne wyglądają po prostu źle. Ultimate zasygnalizował kilka sesji temu szanse na zwyżkę, ale jej potencjał już się wyczerpał, a sam oscylator dotarł jedynie od dołu do poziomu równowagi. Prawie analogiczna sytuacja dotyczy RSI, który zniżkuje w ramach 3-miesięcznego kanału trendowego i po dotarciu do jego dolnego ograniczenia (jednocześnie poziomu 30 pkt.) dał sygnał do wzrostu, który właśnie się zakończył.

Mimo wszystko warto mieć na uwadze, że wyłączając obiektywne powody spadków, mocno przyczynia się do nich wyjątkowo niekorzystny klimat inwestycyjny na giełdach zachodnich, spotęgowany napięciem dotyczącym już nawet nie tyle samej wojny w Iraku, co różnego rodzaju oświadczeń (inspektorów ONZ, sekretarza USA) z nią związanych. Najlepszym tego przykładem jest niemiecki indeks DAX, który wczoraj zniżkował przez cały dzień, ponownie zbliżając się na około 2 procent do swego rocznego minimum z października. Nadzieja byków spoczywa jeszcze w potencjalnym podwójnym dnie. Byleby jednak to nie ona umarła ostatnia.