Poniedziałkowy wzrost rozbudził bycze nadzieje, ale odbicie od luk bessy i średniej kroczącej wyraźnie pokazało, że to jeszcze nie "to". Wtorkowa sesja to już tylko konsekwencja nieudanego ataku na te opory, co przekonało większość inwestorów o korekcyjnym charakterze wzrostów. Mimo wszystko pozostaje pytanie, czy był to zaledwie korekcyjny ząbek, po którym wrócimy do większych spadków, czy też początek odwracania trendu na kilka tygodni.
Kontynuując sobotni nieco karkołomny wywód o budowaniu rozszerzającego się trójkąta, warto zauważyć, że poniedziałkowy wzrost ładnie wpisywałby się w scenariusz rysowania tej formacji. Jeśli miałaby zostać zachowana analogia do grudniowego szczytu, to czeka nas na najbliższych sesjach jeszcze jeden spadek, który zatrzymany byłby najpóźniej przez lukę hossy na 1068 pkt. (74% zasięgu spadku podwójnego szczytu). W takim wypadku kontrakty musiałyby zniwelować obecną 21-pkt. ujemną bazę, bo nie dopuszczam na razie spadków indeksu poniżej linii trendu poprowadzonej po październikowych dołkach (1058 pkt.). Porażka tego poziomu wyraźnie potwierdziłaby błędne przypuszczenia o formowaniu dołka już na obecnych poziomach.
Z powodu porażki prognozy odwracania spadków wcale bym się mocno nie martwił, bo po kolejnym rynkowym większym dramacie może w końcu dałoby się sensownie uzasadnić wycenę niektórych spółek i powrócić do zapomnianej strategii "buy and hold". To zdecydowanie łatwiejszy i spokojniejszy sposób pomnażania kapitału, niż szarpanie się z rozemocjonowanym rynkiem, gdzie największy wpływ mają nie wypowiedzi prezesów spółek, ale przemówienia prezydentów i polityków. Akurat dzisiejsza sesja może być wyjątkiem (po wieczornych wynikach Cisco), choć już od 16.30 światem zawładnie przemawiający przed ONZ C. Powell.