Sejmowa taśma legislacyjna stanęła na dwa tygodnie. Wkrótce ruszy znowu, ale w międzyczasie przyszła chwila otrzeźwienia i refleksji. Jakże potrzebna, zważywszy na nadprodukcję bubli. Ma się świadomość regulacyjnego obłędu, głosując, na przykład (ustawa o stopniach górniczych), że... "zakup munduru, płaszcza oraz czaka może być finansowany do wysokości 67% kosztów ich zakupu przez jednostkę wnioskującą o nadanie stopnia górniczego". Nic dziwnego, że dzienniki ustaw osiągnęły roczną objętość 16 tys. stron. Dziesięć razy więcej niż na początku transformacji ustrojowej!
Nadregulacja ma jedno uzasadnienie poważne i drugie, mocno naciągane. Okoliczność istotna to dostosowanie do acquis communautaire, czyli pospieszny import dorobku Unii Europejskiej. To jest wyższa ko- nieczność. Później, już jako współdecydent, możemy poszukać sojuszników w dziele deregulacji Starego Kontynentu.
Naciągane uzasadnienie mówi o tym, że reguły ustawowe chronią obywateli i gospodarkę przed samowolą urzędników i prawem powielaczowym. Tyle że taśma legislacyjna tworzy gmatwaninę niespójnych i nieprecyzyjnych przepisów. Gąszcz przepisów zmusza do lawirowania między paragrafami, a administracja i służby skarbowe mogą sobie pohulać na polu uznaniowych interpretacji. Tak czy siak, w przeregulowanym świecie urzędnik zyskuje przewagę nad klientem urzędu.
Istotne zachęty dla gorączkowej legislacji biorą się z fałszywych kryteriów oceny politycznej. Słyszy się ciągle: oni są aktywni, wnoszą wiele inicjatyw. Pośród takich ocen zrozumiała jest mania naprawiania Rzeczpospolitej przez mnożenie nakazów i zakazów. A że w obecnym Sejmie dominują siły antyrynkowe, polega to głównie na krępowaniu przedsiębiorczości. Pretekstem jest zwykle troska o konsumenta, pracownika czy pacjenta. Nadregulacja jest nieuleczalną chorobą, dopóki będzie politycznie nagradzana. Wolę widzieć swoją partię w roli miotły, a nie producenta legislacyjnych śmieci.
Choroba regulacyjna szerzy się tam, gdzie giną dobre obyczaje i więdnie zdolność środowiskowej samoregulacji. Ustawowy, odgórny przepis wypiera kodeksy dobrego postępowania. Można sobie wyobrazić takie wyśrubowanie przepisów o publicznym obrocie papierami wartościowymi i takie kompetencje nadzoru, które niszczą wszelką motywację do pojawiania się na giełdzie. Znacznie zdrowszy jest podział pracy między ustawą a kodeksem dobrej praktyki korporacyjnej. Ale to rzadkość. Na razie wygrywają przepisy w stylu... "osoba posiadająca mundur górniczy jest uprawniona do jego noszenia podczas uroczystości wręczenia honorowej szpady górniczej". Dlaczego nie? Tylko po co mieszać do tego Sejm i Dziennik Ustaw?!