Pierwszy tydzień lutego rozpoczął się od spadków, a oczy inwestorów skierowane były na Colina Powella, który w środę miał przedstawić dowody na istnienie broni chemicznej w Iraku. I przedstawił, choć mnie jego raport za bardzo nie przekonał. Powszechnie jednak wiadomo, że niebawem zrobi się zbyt ciepło w Iraku, by rozpocząć wojnę, więc każdy pretekst jest dobry zwłaszcza w sytuacji, gdy nie wszyscy sojusznicy USA popierają wojną. Wystąpienie Powella wprowadziło jeszcze więcej nerwowości w podejmowaniu decyzji przez inwestorów na i tak mocno rozhuśtanych światowych rynkach finansowych.
I stało się! Po bezbarwnych sesjach w pierwszej połowie tygodnia, na których nie było widać znaczących inwestorów na rynku (przełożyło się to na niskie obroty), w czwartek nasza giełda poszła złym śladem za giełdami zachodnimi, przynosząc posiadaczom akcji duże straty. Prym w spadkach wiodły ulubione przez zachodni kapitał najbardziej płynne akcje TP SA, PKN i KGHM. To raczej brak popytu niż nadzwyczajnie duża podaż doprowadził do spadków ich cen. Brak dużych pieniędzy na rynku spowodował, że rodzimy kapitał zainteresował się małymi spółkami, często o słabych fundamentach, stąd też spektakularne wzrosty odnotował Próchnik.
Piątkowe dobre dane z USA o niższym, niż prognozowano, bezrobociu uspokoiły rynki i dały nadzieję na przynajmniej chwilowe odbicie. Moim zdaniem wzrost powinien być równie gwałtowny jak ostatni spadek.
Ponieważ WIG20 jest blisko decydującego wsparcia, zaryzykowałbym kupno akcji, natomiast dla inwestorów nie akceptujących dużego ryzyka poleciłbym czekanie poza rynkiem. Jeżeli zakładamy, że na giełdzie ma być w tym roku w miarę dobra koniunktura, to obecne poziomy cenowe powinny być obronione. Powinna zatem trwać akumulacja akcji.
Zwróć uwagę: