Jest słynna powieść Johna Updike`a - "Uciekaj, króliku". Ale, jak wiadomo, życie również potrafi napisać bardzo interesującą prozę. A nam kroi się powieść pod tytułem "Uciekaj, podatniku".
Rząd szuka pieniędzy. Duuuużych pieniędzy. Potrzeba parę miliardów na składkę dla Unii Europejskiej, kolejnych kilku - na dopłaty dla rolników z budżetu, kilku następnych na inwestycje, które współfinansować ma Bruksela itd., itp. Zapowiedzi wprowadzenia podatku od zysków z giełdy, które ocalą Polaków przed niebezpieczeństwem zostania rekinami finansjery, stanowiły dopiero przygrywkę. Teraz zaczyna się gra o miliardy.
Te miliardy ma NBP. Ministerstwo Finansów już się zastanawia, jak by tu uszczknąć owe 27 mld zł, które są wprawdzie tylko na papierze, ale - jak wiadomo - nie takie kwoty się już drukowało. A ile chwały spadłoby na dobrego ministra, który nie podwyższa podatków, a daje kasę. Jaki aplauz by to wzbudziło. Ile chwały spadłoby na ministra, który dokonałby czegoś takiego - to jak wyciąganie królików z kapelusza czy wręcz rozmnażanie chleba...
Swoje pomysły ma także superresort gospodarki. Minister Jerzy Hausner dostrzegł miliardy w bilansach banków i w przyszłych emeryturach. Banki, jak wiadomo, utworzyły kolosalne rezerwy na kredyty zagrożone i gdyby od tych rezerw je uwolnić, na pewno chętnie zafundowałyby sobie nowe portfele kredytów nie do spłacenia. Tak przynajmniej podejrzewa minister Hausner, który zapewnia, że chętnie bankom wskaże, komu mają dawać kredyty. Biorąc pod uwagę dotychczasowe programy rządowe, kasę dostaną górnicy, hutnicy i inne jadące na wiecznych stratach branże, które mają dużo pracowników i jeszcze większe związki zawodowe za sobą.
Kasę mają też przyszli emeryci, a obecni klienci funduszy emerytalnych. Pomysł niby niezły, bo w tym kraju brakuje nie tylko autostrad, ale w wielu miastach nie ma nawet prostych chodników. Pytanie tylko brzmi - za ile? I kto za to zapłaci? W ostatecznym rozrachunku wybudowana za pieniądze z obligacji autostrada musi przynosić jakieś dochody, żeby można było te obligacje spłacić. A kto zagwarantuje, że przy następnych wyborach nie powstanie Partia Kierowców, która zdobędzie poparcie dzięki propozycji likwidacji winiet? I - w przeciwieństwie do partii obecnej koalicji - zrealizuje swoje obietnice? A wtedy zacznie się kolejna pogoń za miliardami. Zresztą, gdyby sprawa obligacji na budowę autostrad była taka łatwa, dawno poradziłby sobie z nią nawet minister infrastruktury Marek Pol.