Cena ropy naftowej znowu w piątek trochę wzrosła. Wypowiedź prezydenta USA George'a W. Busha, że lider Iraku Saddam Husajn "będzie powstrzymany", uczestnicy rynku odebrali jako zapowiedź zbliżającej się wojny na Bliskim Wschodzie. Na londyńskiej giełdzie paliwowej baryłka gatunku Brent z dostawą w marcu kosztowała pod koniec sesji 32,02 USD, czyli o 1,8% więcej niż na czwartkowym zamknięciu. Zdaniem większości analityków, ropa nadal będzie drożała w wyniku wciąż nie wyjaśnionych do końca problemów w Wenezueli i nasilającej się wojennej retoryki rządów Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Możliwość dalszego zaostrzenia sytuacji wokół Bliskiego Wschodu w czasie weekendu, kiedy giełda będzie nieczynna, też skłoniła niektórych spekulantów do zwiększonych zakupów w piątek.

Ta chęć zabezpieczenia się przed weekendem przyczyniła się też do piątkowego wzrostu cen złota. Do ogólnej nerwowości panującej na rynku z powodu zagrożenia wojną w Iraku doszło nasilenie napięcia wokół Korei Północnej. W takiej sytuacji złoto uchodzące za bezpieczną lokatę zwykle drożeje. Tylko w tym roku jego cena wzrosła już o 10%, a środowe maksimum w wysokości 388,5 USD było najwyższe od września 1966 r. Pod koniec piątkowych notowań w Londynie za uncję z natychmiastową dostawą płacono 373,8 USD, wobec 370,15 dzień wcześniej. I nie pomogły nawet optymistyczne dane o spadku bezrobocia w USA, wskazujące na wyraźniejsze ożywienie tamtejszej gospodarki.

Nadzieje na spowodowany tym ożywieniem wzrost popytu na surowce spowodowały jednak lekką zwyżkę ceny miedzi do 1696 USD za tonę, wobec 1690 USD na zamknięciu czwartkowej sesji.