Prawie jedna czwarta amerykańskich specjalistów od analizy papierów wartościowych włącza do swoich opracowań spółki zajmujące się produkcją komputerów, półprzewodników, oprogramowania komputerowego oraz działające w internecie. Firmy z tej branży tworzą łącznie niecałe 15% kapitalizacji indeksu S&P 500. Inne branże, jak np. przemysł spożywczy, papierosowy oraz produktów konsumenckich są z kolei niedoceniane przez analityków, a ich udział w indeksie jest bliski 10%, zaledwie 3% tamtejszych specjalistów zajmuje się ich analizą. Dane te są wynikiem badania przeprowadzonego przez StarMine wśród ponad 7,5 tys. analityków z USA.

Z powyższych danych wynika, że Wall Street preferuje spółki, które w przeszłości w znacznym stopniu przyczyniły się do zwiększenia przychodów banków inwestycyjnych i domów maklerskich. - Analitycy śledzą te akcje, które zapewniają im zyski. Wszystko rozgrywa się wokół pieniędzy - powiedział Bloombergowi Owen Burman z Riggs Investment Management w Waszyngtonie.

Większe zainteresowanie specjalistów spółkami nowej ekonomii może także wynikać z faktu, że firmy takie jak Coca-Cola czy Procter&Gamble są stosunkowo proste do analizy, podczas gdy ustalenie faktycznej sytuacji finansowej np. Microsoftu niesie ze sobą ogromną dawkę subiektywizmu. - Rozumiem jak działa Coca-Cola, ale naprawdę nie mogę pojąć wszystkich szczegółów, charakterystycznych np. dla producenta półprzewodników - twierdzi Burman.

Spółki nowoczesnych technologii są o wiele popularniejsze wśród inwestorów niż inne, co dodatkowo zwiększa zainteresowanie nimi analityków. Średni dzienny obrót na pięciu najmniejszych spółkach z branży informatycznej jest ponadczterokrotnie większy od notowanego przez ich odpowiedników z sektora produktów codziennego użytku. Informatyka jest również branżą o dużej liczbie fuzji i przejęć, na czym banki inwestycyjne dodatkowo zarabiają.