Reklama

Sprawa Drosedu trafiła do sądu

Czy można sprzedać nie swoje akcje za kilka milionów złotych, tak żeby właściciel nic o tym nie wiedział? Można. Udowodniły to trzy osoby fizyczne, które w ten sposób zbyły 5% akcji Drosedu, należących do spółki zależnej BIG-BG (obecnie Bank Millennium). Akt oskarżenia w tej sprawie trafił właśnie do sądu.

Publikacja: 13.02.2003 07:48

Oskarżenie wiąże się z transakcjami na walorach Drosedu, w wyniku których, ze szkodą dla BIG-BG, trzy osoby zarobiły 1,8 mln zł. - To jedna z ciekawszych spraw dotyczących przestępstw na rynku kapitałowym - uważa Maciej Kujawski, rzecznik warszawskiej prokuratury.

Kto sprzedał te akcje?

Pod koniec września 1999 roku w trakcie transakcji pozasesyjnych właściciela zmieniło 97,5 tys. walorów Drosedu po cenie o 40% niższej od ówczesnego kursu giełdowego. Sprzedającym był Bond Equit Trading BT, spółka zależna od BIG-BG. Mimo to pracownicy banku i jego spółki nie mieli pojęcia o tym, że 5% Drosedu wyparowało z rachunku. Według aktu oskarżenia, transakcji dokonali: były pracownik, będący wcześniej ekspertem ds. inwestycji kapitałowych BIG-BG, asystent maklera w BM BIG-BG oraz inwestor indywidualny.

Istotne jest to, że dwa tygodnie wcześniej władze banku, który miał 24,99% akcji Drosedu, podczas poufnego posiedzenia przeniosły te aktywa z portfela strategicznego do handlowego i zadeklarowały chęć ich sprzedaży. W związku z tym, jak się wydaje, pomysłodawcą "akcji" był ekspert BIG-BG, który wiedział o tej decyzji, a został zwolniony tuż po tym, jak pakiet akcji Drosedu został zakwalifikowany do sprzedaży. Zdaniem prokuratury, to on właśnie miał druki umożliwiające sprzedaż papierów, znał również numer rachunku oraz hasło wymagane przy złożeniu zlecenia. Aby zrealizować transakcje, potrzebna mu była jeszcze współpraca osoby przyjmującej zlecenie w wydziale obsługi klientów instytucjonalnych w BM BIG-BG oraz inwestora, który udostępnił mu rachunek i środki na zakup akcji.

Tanio kupić, drogo sprzedać

Reklama
Reklama

29 września 1999 r. asystent maklera w BM BIG-BG odebrał zlecenie faksowe na sprzedaż w transakcji pakietowej 97,5 tys. akcji Drosedu po 27,6 zł. Z blankietu wynikało, że wyszło ono z BIG-BG. Niższa cena sprzedaży wzbudziła jednak wątpliwości nadzoru w domu maklerskim, który polecił sprawdzić telefonicznie, czy nie zaszła pomyłka. Pracownik, który odebrał zlecenie, miał wykonać telefon sprawdzający, ale - jak wynika z materiałów dowodowych prokuratury - do połączenia nie doszło. Rozmowa była symulowana. Mimo to asystent maklera potwierdził prawdziwość dyspozycji. W ten sposób transakcja doszła do skutku. Szczęśliwym nabywcą był inwestor indywidualny, który kupował papiery na kredyt. Większość (88 tys.) akcji sprzedał dopiero 26 listopada 1999 r. - cena wynosiła wówczas ponad 56 zł. Pozostałych pozbył się w wezwaniu, które zostało ogłoszone w marcu 2000 roku z ceną również przekraczającą 50 zł. Cała grupa na czysto zarobiła 1,8 mln zł.

Warto dodać, że brak 5% akcji Drosedu na rachunku w BM BIG-BG został wykryty 4 października 1999 roku - więc tydzień po transakcji.

Faksem od kolegi

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa dostarczył prokuraturze osobiście prezes BIG-BG. Działania operacyjne doprowadziły do sformułowania aktu oskarżenia. Wynika z niego, że zlecenie sprzedaży akcji przez spółkę zależną BIG-BG wysłał inwestor indywidualny. Zrealizował je podłączając swój faks w biurze kolegi. Warto dodać, że inwestor ten zasiada obecnie w radzie nadzorczej jednej z giełdowych spółek odzieżowych. Druki, stemple oraz podpisy, niezbędne do realizacji zlecenia, dostarczył były pracownik BIG--BG, a przeprowadzenie transakcji umożliwił asystent maklera. Analiza połączeń telefonicznych wykazała, że w newralgicznych godzinach w dniu dokonywania transakcji wszyscy podejrzani mieli ze sobą ścisły kontakt. Zostali oni oskarżeni o działanie na szkodę BIG-BG. Wszyscy twierdzą, że są niewinni - co więcej, jeden z nich (były ekspert BIG-BG) oskarża pracownika banku o niezachowanie należytej staranności w wykonywaniu obowiązków nadzorczych nad transakcjami kapitałowymi banku.Mimo że powstał akt oskarżenia, a sprawa jest w sądzie, nie należy spodziewać się, że poznamy szybko jej finał. - Wynika to z tego, że w pierwszej kolejności rozpatrywane są sprawy aresztanckie oraz te o szybkim trybie - a ta do nich nie należy - dodaje rzecznik prokuratury warszawskiej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama